www.sp6.lublin.pl

 
Menu
 
 

 





ARCHIWUM

 

WIELKA GALA, PEŁNA SALA...

27 listopada 2009 r. to wielki dzień dla naszej szkoły. "Szóstka" już od rana wystrojona, piękna i błyszcząca, czeka na przyjęcie gości, uczniów i nauczycieli.
Po przyjściu z uroczystej Mszy w kościele, mamy chwilę przerwy i wytchnienia, aby przygotować się do najważniejszej uroczystości. Aktorzy ostatni raz powtarzają za kulisami swoje role. Dziewczyny z chóru ćwiczą ostatnie trele, czeszą kokardy i wkładają satynowe suknie. Gorączka i zamieszanie… Ekipa "Szóstego Zmysłu" rozstawiona w każdym zakątku szkoły. Wytwornie wyglądająca "Dyrekcja" w składzie: pani Dyrektor Danuta Nowakowska - Bartłomiejczyk, pani Dyrektor Anna Kalicka i pan Dyrektor Tomasz Dunaj wraz z naszymi dziewczynami: Natalką Cieplińską i Magdą Pawłowicz z klasy V C, witają gości w holu szkoły. Na stoliczku, przy którym stoją dziewczyny, leżą jesienne bukieciki, czekające na gości. Na korytarzach przygotowane stoły, na których bogato prezentują się kroniki dokumenujące 75 lat istnienia sędziwej Jubilatki, naszej "Szóstki".

Przed godziną 13-tą powoli schodzą się szacowni goście. Kierowani przez uczniów, udają się do sali gimnastycznej, gdzie zajmują miejsca na widowni.
W drzwiach sali gimnastycznej, w eleganckim garniturze, na baczność stojący pan Andrzej Radziejewski. Przy sali gimnastycznej dziennikarki z klasy V E rozdają foldery i pamiątkowe znaczki.

Wybiła 13.00! Wreszcie się zaczęło!!! Wraz z dźwiękiem werbla wchodzi Poczet Sztandarowy. Chór i cała społeczność szkoły śpiewają hymn "Szóstki". Z podniecenia coś ściska nas w gardle.

Pani Dyrektor Danuta Nowakowska - Bartłkomiejczyk uroczyście wita gości, a następnie relacjonuje sukcesy "Szóstki". Potem długie, długie przemówienia zaproszonych osób. Za kulisami stremowani aktorzy nie mogą doczekać się występu.

Wreszcie koncert!!! Chór śpiewa przecudnie, aktorzy recytują jak w prawdziwym teatrze, a tancerze tańczą lepiej niż w "Tańcu z gwiazdami". Scenę obserwują była Dyrektor szkoły, pani Maria Mikettowa, (w której postać wcieliła się pani Anna Kuraś-Jargiłło) i sam Romuald Traugutt, (czyli pan Tomasz Fijołek). Repertuar chóru przebogaty, piosenki, wiersze i całe przedstawienie wzruszające.

Część artystyczna dobiega końca. Wszystkim bardzo się podoba, o czym świadczą gromkie brawa. Powoli wszyscy wysypują się z sali gimnastycznej. Zadowoleni z siebie aktorzy i chórzyści udają się na poczęstunek do sali 28. Goście natomiast schodzą do stołówki na wykwintny bankiet. Przemiłym słowom, komplementom, życzeniom i gratulacjom nie ma końca.

Kto nie był i tego nie widział, niech żałuje,
a pod niniejszym sprawozdaniem
"Szósty Zmysł" się podpisuje:

red. Milena Pilipczuk,
red. Karolina Jabłońska,
red. Natalia Poczek,
red. Magdalena Kmieć,
red. Małgorzata Wasilenko

ROMUALD TRAUGUTT

Romuald Traugutt był patriotą
I o Polskę walczył z ochotą.
Babcia go Polskę kochać uczyła
I w niego tę miłość wpoiła.
Walczył o Polskę w trudzie i znoju,
Nigdy nie zaznał spokoju.

To, co zrobiłeś nie zapomnimy
I Ciebie bardzo chwalimy.
Byłeś wspaniały i wesoły,
Twoim imieniem nazwane są szkoły.

Milena Pilipczuk, 5e

Dzień Patrona

W niedzielę 17 stycznia 2010 odbyła się Msza św. w Kościele Garnizonowym z okazji urodzin naszego patrona Romualda Traugutta. Kościół był pełen ludzi. Zamiast scholi tego dnia wystepował chór szkolny, który zajął miejsce po prawej części Kościoła. Tam, gdzie zazwyczaj miejsce miała schola, tym razem znajdowała się reprezantacyjna kompania III Zmechanizowanej Brygady im. Romualda Traugutta. Podczas mszy św. pięknie grali na trąbkach i puzonach. Chór ładnie śpiewał bajeczne pieśni. We Mszy brały udział również dzieci z naszej szkoły. Uroczystość była długa, lecz piękna i mi się bardzo podobała.

Milena Pilipczuk kl.5e

 

27 listopada odbyły się uroczyste obchody 75-lecia naszej szkoły.

Rozpoczęły się uroczystą mszą w kościele, a w szkole, która tego dnia wyglądała przepięknie, odbyły się główne uroczystości.

 

 

 

 

 

Wywiadu udzieliła naszej redakcji Ola Celińska, absolwentka "Szóstki", obecnie uczennica I klasy Gimnazjum im. ks. J. Twardowskiego.

Ola bardzo tęskni za dawną "podstawówką". Podkreśliła takie zalety naszej szkoły, jak: liczne przedsięwzięcia pozalekcyjne, np. "Wiosna Teatralna", dyżury klas, kiermasze, kółko dziennikarskie itp. Mile wspomina nauczycieli, podkreśla wysoki poziom nauczania.

Dzięki temu nie ma teraz tyle nauki, co jej koledzy z innych podstawówek. A najbardziej żal jej dawnych kolegów i koleżanek, z którymi nie ma kontaktu, bo nikt z nich nie chodzi do jej obecnej klasy.

I w ogóle "Szóstka" była super!

 

Klasa V "e" przeprowadziła wywiad z Panią Marzeną Gołotą - nauczycielką matematyki.

P.M.: Witamy! Czy mogłaby nam Pani poświęcić kilka chwil? Chcielibyśmy z Panią jako absolwentką naszej szkoły przeprowadzić wywiad do gazetki szkolnej.

Pani Marzena Gołota: Tak, słucham kochani.

P.M: Czy podobała się Pani nasza szkoła w czasach, gdy była Pani jej uczennicą?

Pani M.G.: Ta szkoła, aż tak bardzo optycznie od obecnej się nie różniła. Budynek ten sam, sale lekcyjne te same, nawet układ klas był bardzo podobny. Pamiętam, że za moich czasów sala 27 też była salą matematyczną. No, teraz już nie jest, ale w tamtym roku jeszcze była. No więc, ta szkoła aż tak wiele się nie zmieniła. W tym miejscu gdzie jest teraz czytelnia, był hol. W tym holu był sklepik. Do pokoju nauczycielskiego było wejście tak jakby z czytelni. Trochę jednak tych zmian jest, ale generalnie jest raczej podobnie, do tego co było.

B.K.: Których nauczycieli wspomina Pani najlepiej i dlaczego?

Pani M.G.: W zasadzie chyba wszystkich wspominam bardzo miło. Pamiętam Panią od matematyki, którą bardzo lubiłam. Ta Pani już tu nie pracuje. To była Pani Rarot, na pewno tej Pani nie znacie. Bardzo mile wspominam Panią od matematyki, moje wychowawczynie... W zasadzie wszystkich nauczycieli wspominam naprawdę miło.

B.K.: Kto odpowiada za to, że pokochała Pani matematykę?

Pani M.G.: Nie wiem, kto za to odpowiada, być może moja pani od matematyki właśnie z podstawówki - Pani Rarot.

D.W.: Czy kontaktuje się Pani z kimś ze swojej dawnej klasy?

Pani M.G.: Kontaktuję się czasem.

D.W.: Czy brała Pani udział w olimpiadach szkolnych?

Pani M.G.: W podstawówce nie. Dopiero w liceum brałam.

P.B.: Jaką miała Pani średnią ocen w klasach IV - VIII?

Pani M.G.: Średniej nie liczyłam, ale muszę Wam powiedzieć, że uczennicą byłam raczej niezłą, ale..., ale... w klasie ósmej chyba miałam dwie czwórki. I to była czwórka z matematyki i fizyki (śmiech), a poza tym były piątki.

P.B.: Czy to było wystarczające, by dostać świadectwo z czerwonym paskiem?

Pani M.G.: Wiecie, co? Za moich czasów nie było świadectw z czerwonym paskiem. Myśmy takiej rywalizacji nie mieli, ale gdybyście przeliczyli średnią, to byłoby wystarczająco.

P.M.: Dziękujemy za poświęcony nam czas. Życzymy Pani wielu sukcesów zawodowych. Do zobaczenia!

Pani M.G.: Bardzo dziękuje. Do zobaczenia!

red. Patryk Miś, red. Bartek Kasprzak, red. Damian Włada, red. Piotrek Bielawski, kl. V e

Paulina Barbucha i Agata Chodkowska przeprowadziły wywiad z Adą Mazurkiewicz, która obecnie ma 26 lat i skończyła studia prawnicze. Do naszej szkoły chodziła w latach 1992 - 2000.

P.B.i A.Ch.: Dzień dobry !
A.M.: Dzień dobry !
A.CH.: Chciałybyśmy przeprowadzić z Tobą wywiad na temat: "Dlaczego warto być uczniem szóstki?"
A.M.: Moi rodzice wybrali mi tę szkołę, ponieważ miała dobrą opinię. Był tu wysoki poziom nauczania oraz miła, wręcz domowa atmosfera.
P.B.: Czy uważasz, że był to dobry wybór?
A.M.: Tak, to był świetny wybór i wszystkie opinie się potwierdziły.
A.CH.: Jaką literkę nosiła twoja klasa i ile liczyła osób?
A.M.: Chodziłam do klasy "d" i było nas 29 osób.
P.B.: Kto był twoją wychowawczynią?
A.M.: Pani Renata Billewicz.
A.CH.: Miło ją wspominasz?
A.M.: Tak, pani Billewicz była także moją nauczycielką języka polskiego. Moja wychowawczyni bardzo dobrze przygotowała nas to testu licealistów, świetnie dogadywała się z naszymi rodzicami i mobilizowała do nauki. Bardzo dużo jeździliśmy także na wycieczki. Pamiętam, że zawsze brała z nami udział w różnych konkursach: recytatorskich, teatralnych np. w "Wiośnie Teatralnej", na której zajęliśmy kiedyś II miejsce.
P.B.: Czy utrzymujesz kontakt z osobami z klasy?
A.M.: Oczywiście!
A.CH.: A możesz nam wymienić te osoby ?
A.M.: Dobrze, są to na przykład Justyna Jasińska, Bartek Juszczyk czy nawet syn pani Billewicz !
P.B.: Czy odwiedzasz swoją byłą szkołę ?
A.M.: Oczywiście! Widziałam, że dużo się zmieniło. Nie tylko na zewnątrz szkoły, ale i w środku. Nowe szatnie, świetlica, sklepik i biblioteka, której wam zazdroszczę. Niedawno, jak byłam w mojej byłej szkole, a w waszej obecnej, spotkałam Panią Cichorzewską, Panią Soczyńską i Panią Billewicz.
A.CH.: To fantastycznie, te nauczycielki uczą i nas obecnie. A czy za twoich czasów chodziliście w mundurkach i mieliście tarcze?
A.M.: Nie, wtedy nie obowiązywały mundurki i nie było tarcz szkolnych, ale musieliśmy nosić buty na białej podeszwie.
P.B.:
Czy pamiętasz najciekawszą lekcję?
A.M.: Tak. Takie lekcje pamięta się zawsze. Kiedyś mój nauczyciel od techniki zabrał nas na lekcję do schronu, który zwiedziliśmy i którego funkcjonowanie nam objaśnił. Było to dla nas niesamowite przeżycie.
A.CH.: Czy byłaś dobrą uczennicą?
A.M.: Tak, dużo się uczyłam, ale było warto, gdyż dostawałam dobre oceny i na Balu Ósmoklasistów otrzymałam medal za bardzo dobre osiągnięcia, zarówno w nauce, jak i sporcie. Po tej szkole mogłam iść do dobrego liceum, a potem na wymarzone studia prawnicze.
P.B. i A.Ch.: Dziękujemy za wywiad i życzymy Ci dalszych sukcesów.
A.M.: Ja również Wam dziękuję za zaproszenie i myślę, że Wy także będziecie miło wspominać "SZÓSTKĘ".

to Ada w VIII klasie


Opowieść o szkole ...

O mojej szkole wam opowiem,
do której chodzę już pięć lat.
Bo każdy dzień w niej spędzony,
to piękny kolorowy sen,
co zawsze dobrze kończy się.
Pomimo uwag i jedynek,
które czasem zdarzają się.

Choć jej hymn trzydzieści sześć lat ma,
wszak jego mądrość dalej trwa.
Więc nie marnujmy czasu!
Zdobywajmy świat,
już za swoich młodych lat!
W rzeczywistość zmieniajmy sny,
rozwijając umiejętności i dążąc do wiedzy.

O „ Kasjopeo ”! Chórze mój,
dorzuć tu także wkład swój.
I rozłóż skrzydła wyobraźni mej,
bym mogła szybciej, chętniej, lepiej uczyć się.
Gdy idę spać, ty zacznij w mym umyśle śpiewać,
pieśń ukojenia, pieśń zapomnienia.
Bym błogo spała i rano wstała,
Gotowa do nowego dnia.

O szkoło ma, ty witasz mnie,
radosnym dzwonkiem każdego dnia.
Choć czasem zdarza się piekielnie trudna klasówka,
i nauczyciele dyktują niezrozumiałe słówka.
I tak pięć dni to za mało
i sześć by się chciało,
Bo coś nowego poznać by się przydało.

To jest moja "Szóstka",
"Szóstka" na Czwartaków.
Pełna po brzegi uśmiechniętych
nauczycieli, dziewcząt i chłopaków.

Małgorzata Markowska



Mamy 75 lat

Jarzębiny wyniosłe, skupione
przy Czwartaków wystroiły nasz dzień
wiatr jesienny na wszystkie strony
nie pozwoli odejść nam w cień!

Złote klony ścielą kobierzec
trzy ćwierćwiecza mijają już nam.
Ileż chwil, ile dzwonków historii
zadzwoniło, zabrzmiało i trwa …?

My dziedzice, spadkobiercy Traugutta
W nowy, inny wkraczamy dziś świat.
Wzbogaceni przez przeszłość i jutro,
Mamy 75 lat!

Danuta Bartłomiejczyk - Nowakowska



O naszym Patronie...

Długie nadeszły wieczory,
każdy do wspomnień jest skory,
my myślami powracamy,
do historii, którą znamy.

O Trauguttcie - bohaterze,
co Ojczyznę kochał szczerze.

Wódz powstania, patriota
który nie dla srebra, złota,
lecz dla kraju wyzwolenia,
nie przestraszył się więzienia.

Oddał życie w Cytadeli,
byśmy wolną Polskę mieli.

Kochać honor i Ojczyznę
naszej szkoły to nauka.
Niechaj w progi jej wstępuje,
Każdy, kto mądrości szuka.

Siedemdziesiąt pięć lat mija,
odkąd służy uczniom wielu…

Traugutt wzorem i patronem
Zapamiętaj, Przyjacielu!

Natalia Cieplińska, klasa V C

 

MOJA SZKOŁA NR 6

Moja szkoła numer 6,
Jest ciekawa, dla niej cześć.

W mojej szkole dobrze jest,
Gdy nauka wchodzi w grę,
Bo gdy pałę dziś dostanę,
Popracuję trochę,
By na jutro wszystko umieć
I mieć wszystko w głowie.

Patron szkoły
Jest wesoły,
Bo to Traugutt jest,

Szkoła, szkoła kolorowa,
Z naszym barwnym tłem.
Ma już siedemdziesiąt pięć lat
I trwać dalej chce.


Magdalena Pawłowicz Vc


Czy wiecie, że nasza szkoła ma już 75 lat?

Długą i ciekawą historię ma szkoła, do której chodzimy.
Powstała w 1934 roku. W tym roku szkolnym wypada więc taki piękny jubileusz.
Wiele też będzie się w niej działo z tej okazji.
Zachęcamy do zagladania na tę stronę naszej gazetki.


A czy wiemy, znamy, pamiętamy...? biografię i zasługi naszego patrona szkoły?


Redakcja: W którym roku urodził się nasz patron? (To pytanie zadaliśmy kilku wybranym uczniom podczas sondy korytarzowej na przerwie).
Uczniowie: NO WŁAŚNIE?! (Odpowiedzi nie zawsze były poprawne).


KILKA SŁÓW O PATRONIE NASZEJ SZKOŁY

Zapamiętać, bo to ważne!


Urodził się 16 stycznia 1826 roku. Zmarł w 1864 roku ginąc w Powstaniu Styczniowym. 70 lat później, w Lublinie powstała szkoła jego imienia.

Romuald Traugutt był osobą, która odegrała wybitną rolę w Powstaniu Styczniowym. Dowodził on jednym z oddziałów partyzanckich i zasłynął w tym czasie jako dobry dowódca. Gdy jesienią 1863 roku położenie powstańców stawało się coraz mniej wygodne i trudniejsze, a samo powstanie chyliło się ku upadkowi, Romuald Traugutt zaczął intensywnie działać w sprawie polskiej. Na posiedzeniu Rządu Narodowego, mocno ściskając w ręku pieczęć, która stanowi symbol najwyższej władzy powstańczej, oświadczył, że dla dobra sprawy i ratowania narodu jest gotowy nawet przejąć całą władzę. Wtedy członkowie Rządu Narodowego oddali w jego ręce władzę dyktatorską, przez co walka się ożywiła. Ożywienie to spowodowane było przez prawdziwy talent dowódczy i organizacyjny oraz osobistą odwagę i konsekwencję, jaką przedstawiała i zapewniała osoba Traugutta.


Więcej poczytajcie sami! Poszukajcie informacji, weźcie udział w konkursach zaplanowanych w związku ze świętem szkoły.

ROMUALD TRAUGUTT

Przygotowała red. Sylwia Krzyszczak, klasa VI D

Moja szkoła

Moja szkoła numer sześć to mój świat,
Istnieje już siedemdziesiąt pięć lat.
Romuald Traugutt patronem jej jest,
On z patriotyzmu na szóstkę zdał test.
My uczymy się na lekcjach tak żyć,
Aby wartościowymi ludźmi być.

Ania Cyrankiewicz, klasa V E


 

 


To już dwa lata

Zbliża się druga rocznica odejścia "do Domu Ojca" naszego ukochanego Papieża, Jana Pawła II. Kiedy 2 kwietnia 2005 roku, Ojciec Święty odszedł od nas, cały świat pogrążył się w smutku i żalu. Wszędzie były organizowane modlitwy za Papieża.
Dla Polaków było to tym większe przeżycie, że odszedł nasz rodak, pierwszy papież - Polak. Jan Paweł II był jednym z najwybitniejszych papieży. Pamiętamy jego mądre, głębokie, pouczające dla wszystkich nauki. Powinniśmy je stosować w codziennym życiu. Zwłaszcza my Polacy nie powinniśmy zapomnieć o Nim i o Jego naukach.
Mam nadzieję, że druga rocznica śmierci Ojca Świętego będzie obchodzona z należytym jej szacunkiem, tym bardziej, że trwa Jego proces beatyfikacyjny.
Zachęcam do przeczytania książki Jana Pawła II pt. Pamięć i tożsamość.

Red: Grzegorz Tchórzewski



Świętowaliśmy Dzień Kobiet

8 marca 2007, w naszej szkole dziewczęta i panie nauczycielki świętowały Dzień Kobiet. Każda z dam dostała jakiś prezent lub kwiaty. W szkole było kwitnąco, pachnąco i kolorowo. Popłynęło wiele życzeń. Na szkolnym korytarzu można było zobaczyć odświętnie ubrane nasze koleżanki i uśmiechnięte panie nauczycielki. Dodatkową atrakcją, tym razem także dla płci męskiej był kiermasz pysznych ciasteczek. Takie miłe dni mogłyby się zdarzać w szkole częściej.

Krzysztof Zbaradzki, klasa VI C.


***Ferie, ferie i ... po feriach ***

Długi był pierwszy semestr. Długo więc czekaliśmy na ferie, a kiedy się doczekaliśmy, to zleciały nie wiadomo kiedy. Możemy tylko powspominać, pooglądać zdjęcia, zadzwonić do tych, którzy z nami byli. Ponieważ miło jest wspominać, zachęcamy Was do pisania o zimowych przygodach. A jeśli ktoś z Was miał ferie niezbyt ciekawe, to niech napisze o tym, jak chciałby je spędzić w przyszłym roku.


Moje wspomnienie z ferii

Pewnego śnieżnego, słonecznego dnia obudziłam się bardzo wcześnie. Kiedy czytałam sobie ciekawą książkę nagle do mojego pokoju wszedł tata mówiąc, żebym się pakowała. Zdziwiłam się trochę, ponieważ nikt nic nie mówił, że mamy gdzieś jechać. Zapytałam się taty gdzie wyruszamy, a on tajemniczym głosem powiedział, że jedziemy do Zakopanego. Bardzo się ucieszyłam. Spakowałam się dość szybko i położyłam plecak w przedpokoju. Gdy już wszyscy byliśmy gotowi, (czyli ja, mój brat i rodzice) zaczęliśmy znosić bagaże do samochodu. Po upchaniu ostatniej torby w końcu ruszaliśmy. Jechało się bardzo miło, grałam z moim bratem w "państwa-miasta", "statki" i w karty. Gdy dojechaliśmy do Zakopanego zatrzymaliśmy się przy pewnym hotelu. Okazało się, że mieliśmy tam zarezerwowane miejsce. Pokój był bardzo duży i przestronny. Przez okno było widać piękne góry. Rozpakowaliśmy się i zaraz potem pojechaliśmy na stok, gzie można zjeżdżać na nartach. Gdy już byliśmy na stoku zaczęliśmy zjeżdżać z niego. Było naprawdę super, wszyscy bawili się wyśmienicie. W Zakopanym pobyliśmy cały tydzień zjeżdżając na nartach, chodząc po górach i zwiedzając okolice. Gdy już wracaliśmy do Lublina trochę było mi smutno z powodu końca ferii. Przyjechaliśmy bardzo późno, a więc umyliśmy się i poszliśmy spać, po pełnym wrażeń tygodniu. Ferie bardzo mi się podobały i mam nadzieję, że wkrótce znowu pojadę do Zakopanego.

Karolina Wrona VD


Moja przygoda w czasie ferii

W niezbyt zaśnieżone ferie pojechałam do Zwierzyńca. Ta miejscowość znajduje się na Roztoczu. Zwierzyniec to małe miasteczko. Jest ono ciche, spokojne, malownicze, ale popularne. Zawsze w zimie jest tu dużo śniegu.
Pewnego słonecznego, śniegowego dnia ferii postanowiłam z rodzicami pójść na jakiś spacer. Mama zaproponowała, aby pójść na "Bukową Górę", na której zgodnie z nazwą rosły buki. Wszyscy ochoczo ruszyliśmy na szlak. Kiedy stanęliśmy u stóp wzgórza, całą moją rodzinę obleciał strach, ponieważ byliśmy po raz pierwszy w tej okolicy. Nie wyglądała tak srogo, ale wysokość góry, mnóstwo śniegu dookoła i śliska droga przeraziły wszystkich. Nie jesteśmy mięczakami, żeby nie wejść na takie wzgórze. Leśny trakt, którym trzeba było iść był cały zaśnieżony. Na początku ścieżki, co kilkadziesiąt metrów na wysokich, smukłych drzewach były oznaczenia szlaku, a dróżka była wydeptana. Więc szliśmy bezproblemowo.
W pewnym momencie droga rozwidlała się, i nie wiedzieliśmy, w którą stronę pójść. Nie mieliśmy ze sobą mapy. Serca zaczęły bić nam szybciej. Szlaków na drzewach nie było widać, a nie chcieliśmy się poddać i zrezygnować ze spaceru. Więc wybraliśmy ścieżkę, która wiodła w prawo. Nie mieliśmy pewności, czy dobrze idziemy. Przez resztę dróżki szliśmy podenerwowani. Robiło się coraz ciemniej. Nagle zza rozłożystych drzew ukazał się piękny widok na okoliczne pola i wsie. Byliśmy na szczycie "Bukowej Góry". Wybrana przez nas droga okazała się trafna. Później, przez resztę ferii śmieliśmy się z tej przygody.
Wybrałam tę przygodę do mojego opowiadania, ponieważ wydała mi się ciekawa, niebezpieczna, a jednak trochę śmieszna. Na resztę wycieczek i wypraw już zawsze pamiętaliśmy, aby zabrać mapę miejscowości.

Kasia Ginalska, V D


UROCZYSTOŚĆ PATRIOTYCZNA
Z OKAZJI ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI

W piątek 10 listopada 2006, niezwykle uroczyście obchodziliśmy w naszej szkole Święto Odzyskania Niepodległości przez Polskę.

MONTAŻ SŁOWNO - MUZYCZNY: TA, CO NIE ZGINĘŁA

Wiersz "Ojczyzna"
Narrator: Nauczyciel: To już bardzo dawna historia, kiedy Polska utraciła wolność. Trzej sąsiedzi: Rosja, Prusy i Austria zawarły między sobą sojusz i dokonały rozbiorów Polski. Podejmowano próby ratowania ojczyzny, ale silne wojska państw zaborczych skutecznie próby te udaremniały. Społeczeństwo polskie podjęło walkę z wrogiem. Przeciwstawiało się skutecznie wynarodowieniu, zakazowi używania języka polskiego, a nawet rugowaniu języka narodowego z kościołów. Domy i rodziny były szczególnymi stróżami polskości. Dbano, by dzieci mówiły po polsku, by znały i przestrzegały polskich obyczajów. Wychowywano je w duchu patriotyzmu. 1 sierpnia 1914 roku wybuchła wojna pomiędzy Rosją a Niemcami i Austrią .W sercach Polaków zapłonęła nadzieja, że nadchodzi wyzwolenie.

Dziewczynka:
Jedenasty listopada. Czy ty jesteś w mocy
Tu będąc, dojrzeć z bliska tej świątecznej nocy
Gdy u stóp Belwederu na cześć listopada
Odbywa się doroczna milcząca parada
Czy ty słyszysz jak Szopen w tę noc w listopadzie,
Swoje ręce z marmuru na klawiszach kładzie

Muzyka Chopina: Nokturn Es-dur

Jak na dźwięki pieśni zjawiają się oni,
Ci najwierniejsi Polsce towarzysze broni;
Błękitne hallerczyki, dumne szwoleżery,
Strzelce w szarych mundurach;
Czarno - niebieska wstążka
A przy niej srebrny krzyż
Virtuti- Militari
Co znaczy to? - czy wiesz?
Znaczy, że o żołnierskiej cnocie
Szlachetni śnią
A zdobyć ten krzyż można
Pogardą śmierci, krwią
Kto w boju mężnie staje,
Idąc na armat spiż,
Temu Ojczyzna daje
Żołnierski Cnoty Krzyż.

Dzisiaj wielka jest rocznica jedenasty listopada!
Tym, co zmarli za Ojczyznę, hołd wdzięczności Polska składa

Piosenka "Wojenko, wojenko"

Dziewczynka:
Na wojence ładnie, kto Boga uprosi,
żołnierze strzelaja, żolnierze strzelaja,
Pan Bóg kule nosi.
Maszeruje wiara, pot sie krwawy leje,
Raz dwa stapaj bracie, raz dwa stapaj bracie,
Bo tak Polska grzeje.

Dziewczynka:
Coś ty wojno zrobiła?
Jak mogłaś tak?
Opustoszał park miejski i sad.
Chłopcy głowy podnieśli, ruszyli w takt;

Piosenka "Przybyli ułani"

Chłopiec wchodzi na tle muzyki

Świat cały śpi spokojnie i wcale o tym nie wie,
Że nie jest tak na wojnie, jak jest w żołnierskim śpiewie.
Wojenka cudna pani tak życie nam umila,że krew swą mamy dla niej,
A piosnkę dla cywila.
Piosenka brzmi tak ładnie i wcale się nie skarży,
gdy piechur w boju padnie
lub ułan zginie w szarży.

Wchodzą trzej chłopcy, ustawiają się przy ognisku

Chłopak I
Żegnaj nam, żegnaj, droga kraino!
Żegnaj nam, kraju kochany!
Niechaj dziś jeszcze krew i łzy płyną...
Niech się upoją tyrany!
Krew i łzy zmogą wszystkie kajdany...
Nędza i ucisk przeminą...
Tymczasem żegnaj, kraju kochany!
Żegnaj nam, biednych kraino!

Chłopiec II
O Polsko, święte twe imię
po cichu i po kryjomu
z trwogą za siebie i innych
szeptano w ojców mych domu.
Prawdziwe jakieś nieprawdy
opowiadano o Tobie -
mówiono, że jesteś święta,
mówiono, że leżysz w grobie.

Chłopiec III
Na krwawy matko idę bój -
żołnierska trąbka woła;
żołnierski szary na mnie strój,
lecz w ręku miecz anioła;
Dałaś mi, matko,
Serce zbyt i dumne i gorące!
Szedł po ugorze polskim wstyd
Dziś laur na polskiej łące;

Narrator
Mieli po kilkanaście lat, a nawet mniej. Zamiast zabawy w ciepłym, przytulnym pokoju wybrali nocne warty, służbę w okopach w śniegu i błocie. Lwowskie orlęta - ukochane dzieci swego miasta. Na ich grobach na cmentarzu Orląt zawsze leżą kwiaty i palą się znicze. Do nieba płynie modlitwa za bohaterów, którzy zginęli za Polskę. Lwów był prastarym polskim i katolickim miastem, urzekająco pięknym, bogatym w zabytki, dzieła sztuki i ducha. Miastem semper fidelis - zawsze wiernym, które najdzielniej broniło Polski. Żyli tu obok siebie w zgodzie Polacy i Ukraińcy, szanując się nawzajem. Tak było do 11 listopada 1918 r. Tego dnia rano lwowiacy obudzili się jakby w innym mieście: Ukraińcy zajęli Lwów. Zaskoczeni Polacy natychmiast podjęli obronę. Nikt nie miał wątpliwości: trzeba odzyskać Lwów dla Polski!

Piosenka "Orlęta"

Dziecko
O mamo, otrzyj oczy,
Z uśmiechem do mnie mów -
Ta krew, co z piersi broczy,
Ta krew - to za nasz Lwów!
Ja biłem się tak samo
Jak starsi - mamo, chwal!
Tylko mi ciebie, mamo,
Tylko mi Polski żal

Narrator
Na te groby powinni z daleka przychodzić pielgrzymi, by się uczyć miłości do Ojczyzny. Powinni tu przychodzić ludzie małej wiary, aby się napełnić wiarą niezłomną, ludzie miałkiego ducha, aby się nadyszyć bohaterstwa. A że tu leżą uczniowie w mundurach, przeto ten cmentarz jest jak szkoła, najdziwniejsza szkoła, w której dzieci jasnowłose i błękitnookie nauczają siwych o tym, że ze śmierci ofiarnej najbujniejsze wyrasta życie.

Dziecko
Modlę się o pokój w moim sercu.
Na całym świecie i w każdym miejscu;

Piosenka "Wojna jest zła"

Nadbiega chłopak, inni wstają

Wielkimi ulicami morze głów wyrasta,
I czujesz, że rozpękną ulice się miasta,
Że Bogu się jak groźbą położą przed tronem
I krzykną wielką ciszą... lub głosów milionem.
A teraz tylko czasem kobieta zapłacze-

Chłopak
Aż nagle na katedrze zagrali trębacze!!
Mariackim zrazu ucho śpiewają kurantem,
A później, później bielą, później amarantem,
Później dzielą się bielą i krwią i szaleństwem,
I dławią się wzruszeniem i płakać nie mogą,
I nie chrypią, lecz sypią w tłum radosną trwogą-

Dołącza dziewczynka

A ranek? Mroźny ranek sypie w oczy świtem.
A konie? Konie walą o ziemię kopytem.
Konnica ma rabaty pełne galanterii.
Lansjery- bohatery! Czołem kawalerii!
Hej, kwiaty na armaty! Żołnierzom do dłoni!
Katedra oszalała! Ze wszystkich sił dzwoni.

Chłopak V
Księża idą z katedry w czerwieni i złocie,
Białe kwiaty padają pod stopy piechocie,
Szeregi za szeregiem! Sztandary! Sztandary!
A on mówić nie może! Mundur na nim szary.

Dziewczynka
Hej czerwienią się liście, czerwienią, (w tle walc Chopina)
Co upadły na ziemię jesienią...
Hej czerwoneż liście tej jesieni -
Krew się na nich przelana rumieni!...
Przyoblekło się niebo chmurami
Ponad ziemią szeroką i długą-
Liczko łzawą zasnuło szarugą
Rozpłakało się w górze nad nami!-

Nauczyciel - narrator i dziecko,
Z głębi dziejów, z krain mrocznych
Puszcz odwiecznych, pól i stepów.
Nasz rodowód, nasz początek
Hen od Piasta, Kraka, Lecha.
Długi łańcuch ludzkich istnień
Połączonych myślą prostą:
Kolejno mówią : żeby Polska
żeby Polska
żeby Polska była Polską.

Piosenka "Tu wszędzie jest moja ojczyzna"


Reportaż

Uroczystość odbywała się w pięknie udekorowanej stołówce naszej szkoły. Prowadziły ją Panie: Renata Billewicz i Bożena Siwiec. Część oficjalna rozpoczęła się wprowadzeniem sztandaru szkoły. Po dojściu pocztu na miejsce i oddaniu sztandarowi czci, wszyscy zaśpiewali jedną zwrotkę hymnu państwowego: "Jeszcze Polska nie zginęła...". Kiedy wszyscy usiedli, zabrała głos Pani Dyrektor Danuta Nowakowska - Bartłomiejczyk, która powitała przybyłych gości. Znaleźli się wśród nich:
- Ks. płk Sławomir Niewęgłowski - proboszcz parafii cywilno - wojskowej w Lublinie;
- płk Władysław Rokicki - Prezes Stowarzyszenia Obrońców Lublina;
- Bogusław Kalwas - Komendant Oddziału Żandarmerii Wojskowej;
- Stanisław Leszczyński - dyrektor artystyczny Zespołu Pieśni i Tańca UMCS;
- Tomasz Dyzma - Prezes Zarządu Okręgu Lubelskiego Związku Piłsudczyków;
- Julian Iżycki - kawaler Orderu Virtuti Militarii;
- Janusz Łomża - Prezes Stowarzyszenia Sympatyków I Absolwentów SP6;
- Grażyna Łojko - Prezes Zarządu Lubelska Perła;
- Artur Kawa - Prezes Eldorado S.A.;
- Jarosław Wawerski - Wiceprezes Eldorado S.A.
Wszyscy goście zostali obdarowani pamiątkowymi medalami. Natomiast czworo gości: Pani G. Łojko i Panowie: J. Łomża, A. Kawa i J. Wawerski zostali nagrodzeni Statuetkami R. Traugutta za "dar serc": czyli zakup pięciu komputerów dla naszej szkoły. Następnie znów zabrała głos Pani Billewicz, która przemówiła do zebranych pięknymi słowami:
"Dzisiejsze święto jest tym dniem w roku, który we wszystkich Polakach powinien budzić refleksje. Zapraszamy do podjęcia niemałego wysiłku - wędrówki w głąb dziejów naszej Ojczyzny.
Dostojni goście, szanowni nauczyciele, najmilsi uczniowie!

Szary i pochmurny Listopad powitał nas, jak co roku, jesienną refleksją o przemijaniu. Poprowadził na cmentarze całej Polski, aby żyjący oddali cześć zmarłym i zapewnili ich o swojej pamięci. Listopad od wieków pochylał się nad mogiłami tych, którzy odeszli, otulając ich swą ciemną peleryną chmur i kobiercem z liści, skrywającym tajemnice historii. Spróbujmy je teraz na chwilę odsłonić.
Jest rok 1795. Polska znika z mapy Europy. Nie ma polskich miast, ulic, szkół, urzędów, wojska, znika język polski. Listopad płacze nad grobem Ojczyzny, o której Adam Mickiewicz i Franciszek Karpiński pisali tak:
"O Matko Polsko! Ty tak świeżo w grobie złożona - nie ma sił mówić o Tobie!." "Ojczyzno moja, na końcuś upadła! Zamożna kiedyś i w sławę i w siłę! Ta, co od morza aż do morza władła, kawałka ziemi nie ma na mogiłę."
Przez 123 lata smutny Listopad odwiedzał grób Ojczyzny. Pamiętał - składał kwiaty, zapalał lampki, modlił się o wolność. Polacy nie mogli pogodzić się z zaborami i nienawidzili zaborców. Robili wszystko, by zrzucić jarzmo niewoli. GenerałHenryk Dąbrowski już w dwa lata później utworzył we Włoszech Legiony Polskie, które przypominały, że Jeszcze Polska nie umarła", a legioniści przyrzekali: "co nam obca moc wydarła, szablą odbijemy."

Kolejne powstania - Listopadowe, Wiosna Ludów, Styczniowe, (w którymbrał udział nasz patron, Romuald Traugutt) - były niezbitym dowodem, że Polacy chcą wskrzesić Ojczyznę, ale na próżno. Zaborcy za każdym razem byli silniejsi i za każdym zrywem patriotycznym coraz surowiej karali powstańców śmiercią, więzieniem, zesłaniem. Pogrążony w rozpaczy Listopad odwiedzał coraz więcej mogił powstańczych, nucąc żałobną pieśń:
"Leci liście z drzewa, co wyrosło wolne, Znad mogiły śpiewa jakieś ptaszę polne,
Nie było, nie było Polsko, dobra tobie! Wszystko się prześniło, a twe dzieci w grobie."

Wincenty Pol

Po latach niewoli pojawiła się nadzieja na odzyskanie niepodległości. W 1914 roku wybuchła I wojna światowa pomiędzy naszymi zaborcami - Rosją, Prusami i Austrią. W sierpniu tegoż roku ruszyły do walki o wolną Polskę Legiony Piłsudskiego.
Pogrążony w zadumie Listopad położył pęk biało-czerwonych róż na grobie Marszałka. Przypomniał sobie rok 1918 i słowa pierwszego rozkazu, które wtedy padły z ust wodza:
"Żołnierze! Obejmuję nad wami komendę w chwili, gdy serce w każdym Polaku bije silniej i żywiej, gdy dzieci naszej ziemi ujrzały słońce swobody w całym jej blasku. Z wami razem przeżywam wzruszenie tej godziny dziejowej, z wami razem ślubuję życie i krew swoją poświęcać dla dobra Ojczyzny i szczęścia jej obywateli."

Gdzieś znad innej mogiły dobiegł szept cichy, ale stanowczy i wyraźny:
"Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek" - nie zapominajcie o tym...
Tego dnia pogrążony w żałobie od 123-ech lat pan Listopad był wreszcie szczęśliwy. Uśmiechał się do tego wspomnienia. Przecież nie musiał tego roku zapalać lampki na grobie Ojczyzny. Grób był pusty - Ojczyzna zmartwychwstała! Był to dzień ogólnej radości Polaków, dzień, o którym marzyło się tylko w snach.

"Polsko, nie jesteś ty już niewolnicą!
Łańcuch twych kajdan stał się tym łańcuchem,
Na którym z lochu, co był twą stolicą
Lat sto, swym własnym dźwignęłaś się duchem."

Leopold Staff


Dziś, obchodząc kolejną, 88 rocznicę odzyskania niepodległości winniśmy spełnić nasz patriotyczny obowiązek, próbując szukać odpowiedzi na pytanie: Za jaką cenę pozostaliśmy Polakami? Za cenę krwi powstańców 30 i 63 roku? Legionistów? Czy nauczycieli uczących wbrew zakazom języka i polskiej literatury? Czy za cenę odwagi dzieci z Wrześni, które nie chciały religii w języku niemieckim? Może ceną była nieugięta postawa rodziców, którzy przekazywali swoim dzieciom polskie zwyczaje i tradycję? A może byłą nią mężna postawa księży broniących chrześcijańskiej wiary?
Jan Paweł II, nie mający sobie żarliwszych patriota podkreślał, jak wiele dla narodu znaczy jego historia i tradycja, czyli te jego korzenie, bez których naród przetrwać nie jest w stanie. Podążając za drogowskazem Świętego Nauczyciela Patriotyzmu, spełniajmy jego prośbę zawartą w słowach:
"Proszę Was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, jeszcze raz przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością (...), abyście nie podcinali sami korzeni, z których wyrastamy (...), abyście zawsze szukali duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało (...)".
Dzisiaj pogrążony w zadumie Pan Listopad już nie płacze. Prosi nas tylko i przypomina: "Czcij zmarłych bohaterów! Poznawaj historię swojego narodu! Bądź wierny ideałom swoich przodków! Miej odwagę odpowiedzieć im: TAK!"
Po odśpiewaniu hymnu szkoły i wyprowadzeniem sztandaru, zakończyła się oficjalna część uroczystości. Pani Billewicz zaprosiła na część artystyczną, którą przygotowała wraz z uczniami z klasy I A, II B, IV C i VI E Pani Bożena Siwiec. Oprawę plastyczną wykonał Pan Dyrektor Włodzisław Tybiszewski. Piosenki wykonał zespół wokalny pod kierunkiem Pani Alicji Grzeszczyk, Akompaniował na flażolecie Pan Janusz Wożniak, a realizatorem dźwięku był Pan Andrzej Walenciej.
Po zakończeniu części artystycznej Pani Billewicz podziękowała wszystkim, którzy przybyli na uroczystość i tym, którzy ją przygotowali. Przypomniała wykonawców. Następnie zaprosiła dostojnych gości na spotkanie do sali katechetycznej, a uczniów - delegacje klas poprosiła o powrót z nauczycielami na zajęcia.


Dzień Niepodległości

W piątek, 10 listopada 2006 roku, odbyła się w naszej szkole uroczysta Akademia, którą poprowadziła pani Renata Billewicz. Uroczystość odbyła się w duchu patriotyzmu. Część artystyczną przygotowała pani Bożena Siwiec razem z uczniami klasy I, II, IV oraz VI. Na akademię przybyły różne ważne osobistości, wielu oficerów i dowódców wojskowych, nauczyciele i delegacje uczniów ze starszych klas. Uczniowie, ubrani w szkolne stroje lub mundurki godnie reprezentowali szkołę. Gości witali uczniowie klasy VI E na czele z ich wychowawczynią, Panią Anną Kuraś. Podczas Akademii wyczuwało sie podniosły nastrój. Pani Dyrektor Danuta Nowakowska - Bartłomiejczyk wręczyła statuetki Sponsorom szkoły. Przedstawieniu towarzyszyła piękna dekoracja plastyczna i oprawa muzyczna. To powód do dumy, że w naszej szkole na cześć odzyskania niepodległości została urządzona taka uroczystość.

red.Olgierd Celiński klasa VI E



Witamy nowe samorządy!

12 listopada w całej Polsce odbyły się wybory na radnych, prezydentów, burmistrzów oraz wójtów miast i gmin. W Lublinie zagłosowało tylko 46% uprawnionych do głosowania. Rekord frekwencji wyborczej pobiła gmina Godziszów. W wyborach wzięło tam udział ponad 68% upoważnionych. Do następnej tury wyborów na prezydenta Lublina przeszli Adam Wasilewski (Platforma Obywatelska) i Izabella Sierakowska (Lewica i Demokraci). Społeczeństwo Lublina czeka na to, że Zbigniew Wojciechowski i Andrzej Pruszkowski przekażą swoje głosy. W całej Polsce, w wyborach wzięło udział mniej niż połowa Polaków uprawnionych do głosowania. Co robiła ta druga połowa? Czyżby dorosłym nie zależało na tym, kto będzie decydował o ich sprawach? "Dziwny jest ten świat (dorosłych)"...

red. Grzegorz Tchórzewski z klasy VI E



Konferencja z gościem zza światów !!!

W dzień zaduszny, czyli 2 listopada, do klasy VI D zawitał duch Jana Sebastiana Bacha. Odpowiadał na pytania uczniów powiadając o sobie i swojej twórczości. Był zafascynowany dzisiejszą techniką i muzyką. Spotkanie było krótkie, lecz owocne.

red. Dominik Starczewski, kl. VI D


Zaduszki z Janem Sebastianem Bachem

W Zaduszki odwiedził nas Jan Sebastian Bach. Fotoreporterzy przeprowadzili wywiad z muzykiem. Zabawa była świetna. Klasa jako fotoreporterzy zadawała pytania, a Olgierd Celiński w roli ,,Bacha'' odpowiadał na pytania. Podczas wywiadu powstały nawet dwa dowcipy o "fudze" i "kantorze".

red. Grzegorz Tchórzewski kl.VI E



Konferencja prasowa z Janem Sebastianem Bachem

2 listopada 2006 roku, na zajęciach ścieżki czytelniczo - medialnej w klasie VI E, odbyła się konferencja prasowa z Janem Sebastianem Bachem. W rolę Bacha wcielił się, piszący te słowa, autor newsa. Rzecznikem prasowym został Szymon Nowak. Konferencja odbyła się w ramach lekcji o kompozytorach. Wszyscy dziennikarze zadawali trudne pytania, a widownia słuchała z uwagą. Konferencja dostarczyła nam wielu emocji. Każdy dob

rze się bawił. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że "kantor" to nie tylko punkt wymiany walut, ale także nauczyciel śpiewu. Taka funkcję pełnił Bach, kiedy mieszkał w Lipsku. A "fuga" to nie tylko szpara między płytkami glazury na podłodze, ale także utwór muzyczny, której Bach był mistrzem. Pani obiecała, że na przyszłych zajęciach zagramy fugę klaszcząc w ręce, stukając ołówkiem i tupiąc nogami. Czyli najpierw wywiad! potem koncert! Ciekawe, co się będzie działo na lekcji z Beethovenem? Czytajcie nasze newsy!!!

Olgierd Celiński kl.VI E


Pasowanie Pierwszaków na Czytelników

Jak już wiecie z ostatniego numeru gazetki, w październiku odbyło się pasowanie na czytelników naszych najmłodszych uczniów w szkole. Atmosfera była bardzo miła i przyjemna. Na początku dziewczynki przebrane za postacie z bajek przyprowadzały do biblioteki szkolnej poszczególne klasy pierwsze. Później pani Teresa Bieniek oprowadzała dzieci po wszystkich jej zakamarkach oraz opowiadała im wiele o tym ciekawym miejscu. Można było również przeglądać kroniki klas szkoły z ubiegłych lat. Następnie uczniowie klasy 5d recytowali różne wiersze, a także zadawali pierwszakom pytania na temat biblioteki. Nasi Goście otrzymali małe prezenty w postaci zakładek. Na koniec wszyscy wypożyczyli swoje pierwsze książki z biblioteki szkolnej. Mamy nadzieję, że każdy z nich będzie chętnie odwiedzał to miejsce. Do zobaczenia w naszej czytelni!

Justyna Barycka V D



Wydarzenia! News! Sensacja! 13 piątek!

W Szkole Podstawowej nr 6 wcale nie było dziwnych wydarzeń, jak przystało na piątek 13! Wręcz odwrotnie; nauczyciele byli bardziej uśmiechnięci, milsi dla uczniów. Szkoła była odświętnie udekorowana, (Samorząd się postarał). Padło więcej pochwał niż zwykle. To było prawdziwe zaburzenie PECHA.

red. Mateusz Szwajgier kl. VI B


W październiku nasi młodsi koledzy w I klas zostali pasowani na czytelników szkolnej biblioteki. Pasowanie przygotowali uczniowie
z klasy VD pod opieką p. Teresy Bieniek.


Sprawozdanie z zebrania SU

Dnia 5 października b.r. odbyło się już drugie w tym roku zebranie Samorządu Uczniowskiego Szkoły Podstawowej nr 6 w Lublinie im. R. Traugutta. Na spotkanie przybyli przedstawiciele SU oraz gospodarze klas starszych i ich zastępcy. Wraz z panią Anetą Cięszczyk, Edytą Stachyrą i Magdaleną Bolibok uczestnicy zebrania podjęli decyzję o przeprowadzeniu głosowania wśród klas starszych w kategoriach nauczyciela "naj-...". Ustalono kategorie głosowania, termin oraz sposób. Wybrano takie oto kategorie:
- łagodny jak baranek,
- promienny jak słoneczko,
- mądry jak sowa,
- ostry jak brzytwa,
- gejzer pomysłów,
- wulkan energii,
- pracowity jak pszczółka,
- piękny jak z obrazka.
Ponadto dyskutowano o planach dyżuru klas i o terminie oddania schemat wypełnienia dyżuru. Poniżej przedstawiam ranking nauczycieli:
Łagodny jak baranek: I p. Bożena Lenart, II p. Tomasz Fijołek, III p. Monika Kołodziejczyk
Promienny jak słoneczko: I p. Jolanta Dobrowolska, II p. Monika Szalast, III p. Magdalena Bolibok, Dorota Gał,
Mądry jak sowa: I p. Katarzyna Mikos, II p. Maria Brodowska,III p. Marzena Gołota
Ostry jak brzytwa: I p. Marcin Stec, II p. Justyna Wójcik, III p. Maria Brodowska, p. Elżbieta Krzowska
Gejzer pomysłów: I p. Marcin Stec, II p. Dorota Gał,III p. Katarzyna Mikos
Wulkan energii: I p. Janusz Olech, II p. Andrzej Radziejewski, p. Marcin Stec, III p. Marzena Gołota
Pracowity jak pszczółka: I p. Aneta Cięszczyk, II p. Maria Brodowska, III p. Renata Billewicz
Piękny jak z obrazka: I p. Ewa Cichorzewska, II p. Aneta Cięszczyk, III p. Monika Kołodziejczyk

Damian Sienko


29.09.06 Telewizja w szkole

W czwartek, 29 września br. naszą szkołę odwiedzili dziennikarze z TVP 2, z programu "Znaki czasu". Nagrywali lekcję katechezy, prowadzonej przez panią Justynę Wójcik w klasie VI B. Lekcja, z udziałem pani Dyrektor Danuty Bartłomiejczyk - Nowakowskiej, Siostry Judyty, Redaktora programu TVP 2 i panów operatorów, na pozór przebiegała spokojnie. Wszyscy czuliśmy obecność gości. Byliśmy odświętnie ubrani i bardzo zdyscyplinowani, mimo np. takiego incydentu, jak osa na głowie pani. Pracowaliśmy w grupach, czytaliśmy Pismo Święte, układaliśmy puzzle, itd. Po lekcji panowie wybrali sześć osób do rozmowy. Pytania padały różne, głównie o to, czy lubimy religię i metody nauczania pani. Teraz z niecierpliwością oczekujemy "Znaków czasu" z naszym udziałem.

Marta Kaniuk, klasa VI B


27.09.2006 Konferencja prasowa z Juliuszem Słowackim


We środę, 27 września 2006, odbyła się konferencja prasowa z Juliuszem Słowackim, który odwiedził naszą klasę. W rolę wielkiego poety świetnie wcielił się Antoś Kotowski. Dziennikarze z V D zadawali poecie interesujące pytania dotyczące jego życia, twórczości, podróży po Europie, choroby, samotności, tęsknoty za mamą, za ojczyzną, a nawet miłości itp. Najdociekliwszymi dziennikarzami okazali się Pamela Kępa oraz Maciek Mucha. Lekcja była tak interesująca, że nikt nie zauważył, kiedy zadzwonił dzwonek. Antek dostał szóstkę, a Pani powiedziała, że takiej wiedzy, jaką mamy o Słowackim mogą nam pozazdrościć gimnazjaliści. Następna konferencja prasowa, tym razem z Czesławem Miłoszem, już wkrótce!


Kasia Komorska i Justyna Baryłka z V D

 

 


26.09.2006 Pierwsza lekcja patriotyzmu


W ramach pierwszej lekcji patriotyzmu w naszej szkole wszystkie klasy piąte odwiedziły Oddział Żandarmerii Wojskowej w Lublinie. Na wstępie naszej wizyty spotkaliśmy się z kombatantami z okresu II Wojny Światowej. Podzielili się z nami bolesnymi, ale bardzo pouczającymi wspomnieniami. Ludzie ci ryzykowali życiem i zdrowiem, aby Polska była wolnym krajem. Po tej niezwykłej lekcji historii zaprezentowano nam wyposażenie techniczne Oddziału. Widzieliśmy między innymi: różne rodzaje broni, kamizelki kuloodporne, alkomaty, wykrywacze metali, hełmy i pałki. Następnie byliśmy świadkami interesujących pokazów sprawności żołnierzy. Żandarmeria pełni w wojsku takie same funkcje jak policja. Dba o porządek i bezpieczeństwo wśród żołnierzy przebywających poza swoimi jednostkami, jak również podczas misji zagranicznych. Na ulicach miasta często można zobaczyć samochody z napisem "ŻW". Są to patrole reagujące na nieprzestrzegania prawa przez żołnierzy. Sytuacje takie niestety czasem się zdarzają i wówczas do akcji wkraczają żandarmi. Wynika z tego, że ten rodzaj służby odgrywa ogromnie ważną funkcję wśród instytucji strzegących prawa. Wizyta w Oddziale Żandarmerii dla wszystkich była bardzo ciekawa.

Kasia Komorska z klasy V D


18.09.2006 Lubelski Festiwal Nauki

18 września 2006 roku uczniowie klasy VI e uczestniczyli w prezentacji projektów w ramach Lubelskiego Festiwalu Nauki 2006, który odbywał od 16 do 22 września.
Na Placu Marii Curie - Skłodowskiej z zainteresowaniem oglądaliśmy stroje i przedmioty codziennego użytku starożytnych Greków i Rzymian. Dowiedzieliśmy się dużo ciekawych rzeczy o ich życiu i zwyczajach (magia, gry, zbroje, mozaiki, instrumenty muzyczne, obuwie, lampki oliwne, pismo, papirusy, żywność). Niektórzy z nas odważyli się nawet spróbować kuchni rzymskiej.
Interesujące były również "Pokazy z chemii nieorganicznej, czyli to, co w chemii najciekawsze". Mieliśmy okazję sprawdzić, ile jest żelaza w kaszy gryczanej, a ile magnezu w kakao. Zaciekawił nas także temat dotyczący niskich temperatur i lodówek bez freonu.
Wszyscy byli zachwyceni pokazami z fizyki, dotyczącymi zjawisk optycznych i rezonansu. Zainteresowanym astronomią polecamy z kolei obserwacje astronomiczne za pomocą radioteleskopu i lunety z 12 piętra wieżowca Instytutu Fizyki.
Nauka jest ciekawa i kolorowa, a ponieważ jesteśmy dopiero w szóstej klasie i nie mamy chemii i fizyki, to teraz z niecierpliwością będziemy czekać na spotkanie "oko w oko" z tymi przedmiotami. Następny Lubelski Festiwal Nauki odbędzie się w roku 2007.
Polecamy i zapraszamy!


Michał Błaziak klasa VI e

Sprawozdanie SU


Drodzy Panowie i Panie!
Oto SPRAWOZDANIE
z zebrania Samorządu Uczniowskiego
Szkoły Podstawowej nr 6 im. R. Traugutta w Lublinie.

14 września 2006 r. odbyło się pierwsze w tym roku szkolnym zebranie Samorządu Uczniowskiego. Rozpoczęła je pani Aneta Cięszczyk, która w b.r.sz. będzie sprawować opiekę nad SU wraz z panią Edytą Stachyrą, panią Magdaleną Bolibok i panem Januszem Olechem. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele samorządów klasowych, członkowie SU. Na posiedzeniu ustalono harmonogram dyżurów poszczególnych klas szóstych i piątych. Zaplanowano także, jakie hasło będzie realizować każda dyżurująca klasa. Dokładne plany dyżurów sporządzą wychowawcy wraz ze swymi uczniami. Po burzliwej dyskusji zostały także zaplanowane różne przedsięwzięcia Samorządu Uczniowskiego, które będą realizowane w roku szkolnym 2006/2007. Zebranie zakończyło się pewnym ustaleniem związanym z Dniem Nauczyciela, ale na razie nie możemy niczego zdradzić.


Damian Sieńko

 

 

HOROSKOP

Drodzy Czytelnicy Szóstego Zmysłu! Cieszę się, że dostałem kilkadziesiąt e-maili z pytaniami dotyczącymi ułożonego przeze mnie horoskopu.Gratuluję Wam ciekawie ułożonych, często przemyślanych, a nawet zaskakujących pytań. Pytaliście mnie np. o nastrój podczas układania horoskopu lub o to, czy już kiedyś się tym zajmowałem. Niektóre pytania były naprawdę miłe i pomysłowe. Jednak jest niestety i druga strona medalu. Dostałem bowiem sporo e-maili niegrzecznych, niecenzuralnych, a nawet wulgarnych. A przecież chodziło o wspólną zabawę, tak jak zabawą są andrzejkowe wróżby, a nie o to, aby sobie dokuczać. Widać nie wszyscy to rozumieją, albo nie mają poczucia humoru. Dla tych, którzy mają wątpliwości, że sam układałem horoskop, lub myślą, że to napisana przeze mnie, wyssana z palca bzdura, to Was informuję, że tak nie jest. Otóż horoskop układałem zupełnie sam, na podstawie kamieni runicznych. Natomiast formę opisową horoskopu układałem z diagramu astrologicznego i meteorologicznego. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za miłe listy.

Szkolny astrolog, Olgierd Celiński, kl. VI E

ARCHIWUM LISTY OD CZYTELNIKÓW

Rok szkolny 2008/2009
Droga Wiosno

Przychodź szybko. Już nie mogę doczekać się Twojego ciepła. Chcę iść na spacer nad zalew Zemborzycki ,gdzie będę obserwował ptaki wracające z ciepłych krajów. Gdy będzie bardzo ciepło, to nawet się wykąpie w zalewie. Bardzo lubię obserwować budzącą się do życie przyrodę, zieleniącą się trawę, pączki na drzewach i kolorowe kwiaty. Wiosną pójde z dziadkiem do lasu oglądać przebiśniegi, zawilce, żółte kaczeńce, przylaszczki i bazie na wierzbach. Długo już na ciebie czekamy ,więc wsiadaj w samochód i przyjeżdżaj jak najprędzej.

Lublin, 30.03.2009r

Droga Pani Wiosno!

Droga Pani Wiosno z niecierpliwością czekam na Twoje przyjście.Choć w kalendarzu już zagościłaś, lecz za oknem tego nie widać. Jest szaro, zimno, deszcz i śnieg padają na zmianę. Bardzo za Tobą tęsknię, brakuje mi zielonej trawki, pięknych kwitnących kwiatów oraz cieplejszych promieni słonecznych. Bardzo lubię grać w piłkę i jeździć na rowerze, ale mogę to uczynić dopiero gdy Ty już na stałe zagościsz u nas. Jesteś taka piękna, radosna i wszystkim swoją obecnością poprawiasz nastrój oraz dzięki Tobie wszyscy mają uśmiechy na twarzach.święta tuż-tuż, a bez słońca ani rusz.Niech ta rymowanka zachęci Cię do jak najszybszego przybycia do nas. Bardzo stęskniony za Twoim urokiem wielbiciel:

Damian Włada

P.S: Nie mogę się już doczekać twojego przybycia!!

Lublin 31. 03. 2009r.

Droga Pani Wiosno!

Zaczęła się kalendarzowa wiosna, a Ciebie jeszcze nie ma, więc koniecznie wracaj do zimnego Lublina. Co prawda, śnieg się stopił, lecz dalej jest niska temperatura. Czasem pada deszcz, czasami jest plucha, ale rzadko pojawia się słońce! Mamy dość noszenia szalików, ciepłych czapek, rękawiczek, grubych kurtek i niewygodnych kozaków... Mało kwiatków kwitnie, nie jest kolorowo. Trawa nie ma pięknej zielonej barwy!!! Wypędź stąd zimę, teraz Ty przejmij władzę nad pogodą! Niech będzie ciepło, to i ptaki przylecą,niech świeci jasne słońce, bo bez niego jesteśmy tacy smutni i obudź zwierzęta z zimowego snu, nie mogą przecież cały czas spać! Już widziałam w paru miejscach przebiśniegi i krokusy, ale to wciąż mało!!! Serdecznie Cię pozdrawiam.

Ania Laskowska z 4c


PS. Czekamy zniecierpliwieni i bardzo tęsknimy, więc przynieś ze sobą choćby ładną pogodę!
Droga Pani Wiosno.Na wstepie mojego listu pozdrawiam Cię serdecznie.Proszę o to ,aby śniegi już stopniały,aby przyleciały bociany.I zaczeły kwitnąć kwiaty sasanki,przebisniegi,pierwiosnki.Pani wiosno poproś słońce,żeby dało nam dni gorące,ćwierkające nam ptaki swoją melodię,aby drzewa pieknie szumiały i będą nam tworzyły zgrany duet.Gdy będę wychodziła na spacery będzie widać trawę zieloną,kwiaty słodko pachnące i słońce złoto świecące.Żegnam Pani Wiosno i proszę , aby po wiośnie nastało piękne słoneczne lato.

Pozdrawiam: Karolina Bukowiec

Lublin, 29.03.2009 r.

Pani Wiosno!

Już od dawna wszystkie dzieci z niecierpliwością czekają na Ciebie. Na barwne kwiaty kwitnące na łące i na ptaki powracające z ciepłych krajów. Piszę ten list, aby zapytać, kiedy nas odwiedzisz? Za oknem mróz i często pada deszcz ze śniegiem. Co prawda śnieg się już topi, ale jakoś wciąż nie ma ocieplenia. Mam nadzieję, że niedługo pogoda się zmieni. Na końcu mojego listu chcę powiedzieć, że widziałem jak w ogródku mojej babci zaczynają kwitnąć wiosenne kwiaty. Wychyliły już swoje fioletowe główki krokusy, zakwitły białe przebiśniegi, pojawiły się pierwsze przylaszczki i zazieleniła się trawa. Myślę, że końcu władzę nad pogodą przejmiesz Ty - Pani Wiosno.

Karol Kowalski z klasy "IVc"

PS: Widziałem już pierwszego bociana.

"Wspomnienia z wakacji"


Martyna Hrucyniak kl. I "b"

Mateusz Kmita kl. I "b"

Zosia Zimowska kl. I "a"

Zosia Iwańców kl. I "e"

"Moje Wakacje"

   W dniu 21 czerwca 2008 roku zaczęły się wakacje. Już pierwszego dnia pojechałem na Obóz Karate Kyokushin. Obóz ten odbywał się w Roztoczańskim Parku Narodowym, w Krasnobrodzie. Tam doskonaliłem umiejętności sztuk walki i samoobrony. Obóz nie polegał tylko na treningach, ale również na wspólnej zabawie. W trakcie wyjazdu oglądaliśmy finały Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Tam zaprzyjaźniłem się z wieloma kolegami. Po powrocie do Lublina siedem dni spędziłem u babci. Potem wraz z rodzicami pojechałem do Warszawy na spotkanie z kuzynami ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Razem udaliśmy się do Nieborowa i Żelazowej Woli. Widziałem Piękny dom Chopina i słuchałem jego utworów. Wszyscy wróciliśmy do Lublina. W ciągu dwóch tygodni byliśmy w Nałęczowie, Zwierzyńcu, Szczebrzeszynie i u babci w Turzyńcu. W sierpniu wraz z rodzicami udałem się do Trójmiasta, nad Zatokę Gdańską. Nocowaliśmy w Rumii. Prawie codziennie jeździliśmy do Dębek podziwiać otwarte Morze Bałtyckie. Tam kąpałem się przy bardzo dużych falach. Jedna fala nawet mnie przewróciła, ale nic mi się nie stało. Płynęliśmy też kajakami po rzece Piaśnicy. Często chodziliśmy główną ulicą Sopotu zwaną Monciakiem. Razem z mamą jadłem gofry z owocami, a tata lody. Z mola widziałem dużo meduz. Dzień przed wyjazdem poszedłem z rodzicami do Aqua Parku w Sopocie. Tam kąpałem się, zjeżdżałem z żółtej i niebieskiej turbo-zjeżdżalni. Tego samego dnia pojechaliśmy do Piask - miasta najdalej położonego na Mierzei Wiślanej. Tam przed samochodem biegło stado dzików. W drodze powrotnej do Gdańska płynęliśmy promem na Wyspę Sobieszewską. Byliśmy też w Jastrzębiej Górze, żeby zobaczyć wybrzeże klifowe. W drodze powrotnej do Lublina obiad zjedliśmy na Pojezierzu Warmińsko-Mazurskim. Wakacje się skończyły. Nigdy ich nie zapomnę!




Adam Świątkowski Klasa IV C
ZAGADKA



Miłym wspomnieniem z wakacji był ten stary samochód. Kto zgadnie, jaka to marka?
Czekamy na inne zdjęcia z wakacji.

MOJE WSPOMNIENIE Z WAKACJI

   Wakacje to czas odpoczynku, na który wszyscy czekamy cały rok szkolny. Tegoroczne wakacje były wspaniałe i długo będę je wspominał. Najważniejszym wydarzeniem był dla mnie pobyt z całą moją rodziną na Węgrzech. Dziesięciodniowe wczasy nad Balatonem w miejscowości Balatonfoldvar dostarczyły mi wielu wrażeń. Codziennie kąpałem się w jeziorze, które nazywane jest "węgierskim morzem", gdyż jest ono bardzo duże. Oprócz opalania się na plaży i długich kąpieli w ciepłej wodzie Balatonu zwiedzaliśmy okolice. Jeden dzień spędziliśmy w Siofoku. Chociaż to małe miasteczko-jest uznawane za stolicę Balatonu. Co roku przyjeżdżają tam tysiące turystów z różnych państw. Niezwykłą przygodą była dla mnie wycieczka do Budapesztu. Spacerowaliśmy brzegiem Dunaju, podziwialiśmy piękne mosty. Najpiękniejszy z nich to Most św. Małgorzaty. Oglądałem budynki węgierskiego Parlamentu, zwiedzałem Bazylikę i największą Synagogę w Europie. Budapeszt, który jest stolicą Węgier, to jedno z najpiękniejszych miejsc, które zwiedziłem. Czasem warto czekać cały rok, na to, aby przeżyć takie przyjemne chwile. Mam nadzieję, że kolejne wakacje będą również wspaniałe.




Przed jakim znanym budynkiem stoi Karol Kowalski z klasy V "c"?
Flaga jakiego kraju powiewa z balkonu tego budynku? Czekamy na wasze odpowiedzi.
Przysyłajcie zdjęcia z wakacji i krótkie wspomnienia.
Najciekawsze teksty opublikujemy w drukowanym numerze gazetki.
Rok szkolny 2007/2008
Lublin, 23 listopada 2007

Drogi Jarku

Dawno do Ciebie nie pisałem. W tym czasie przeczytałem kilka książek. Jedna spodobała mi się szczególnie, więc o niej Ci opowiem.
Ta ciekawa książka to nasza lektura szkolna. Nosi tytuł "Tomek na wojennej ścieżce", a napisał ją Alfred Szklarski. Lektura opowiada o 16 letnim chłopcu (a wyglądał na 18-19 lat), który przyjechał do Meksyku na prerię wujka Alana. Tam stoczył walkę z Indianinem, Czerwonym Orłem. Na szczęście skończyło się to dla Tomka dobrze, a nawet zaprzyjaźnił się z Indianinem i pojechał z nim do jego plemienia. Tam zapalił fajkę pokoju i został przyjęty jako przyjaciel Apaczów. Dostał od nich strój Indianina, a także opaskę, do której musiał zdobyć pióra. Po wielu przygodach zdobył pióra orła i do tego skórę niedźwiedzia. Przeżył też ciekawe chwile na rodeo, gdzie po wyczerpującej gonitwie zajął pierwsze miejsce.
Mam nadzieję, że zachęciłem Cię do przeczytania tej książki. Życzę Ci miłej lektury. Czekam na informację od Ciebie.

Pozdrawiam, Olek


List od absolwenta

Droga Pani Doroto!

Mam nadzieję, że jeszcze Pani o mnie nie zapomniała. Ostatnio wchodziłem kilka razy na stronę gazetki i zobaczyłem, że doszedł nowy dział ("Przyroda i my"). Jest według mnie dość interesujący. Szkoda, że rok temu na to nie wpadliśmy.
Mnie warunki zmusiły do przeprowadzki do stolicy, gdzie w swoim gimnazjum jestem w redakcji gazetki szkolnej "Reytan Luz". Cieszę się, że nadal Pani prowadzi gazetkę, pomimo odejścia pana Steca. Dzięki temu mogę się czegoś dowiedzieć o tym, co dzieje się w mojej starej szkole, o której bardzo ciężko jest zapomnieć, a na słowo: "Szóstka", czy też "Szósty Zmysł" przypominają mi się wszyscy wspaniali nauczyciele, w tym Pani, Pani Siwiec i gazetka, o której nigdy nie zapomnę. Dziękuję za prezent na koniec roku, książka bardzo mi się teraz przydaje. List dołączony do książki też był bardzo miły. Szkoda, że już nie mogliśmy się spotkać po zakończeniu roku szkolnego. Jednak jest mi bardzo ciężko przyjechać do Lublina w dzień powszedni. Mam nadzieję, że pomimo ciężkiej pracy, znajdzie Pani parę minut na przeczytanie mojego listu i na krótką odpowiedź. Serdecznie Panią pozdrawiam oraz życzę dalszych sukcesów w prowadzeniu gazetki, która wciąż rośnie w siłę. Zawsze mogę coś podpowiedzieć. Służę pomocą, jeśli tylko będzie potrzebna. I mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy.

Pozdrawiam, Olgierd Celiński z dawnej VI E


Lublin, 24.10.2007 r.

DROGA KAROLINO !!!

Przeczytaliśmy Twój list, w którym opowiadałaś o swoich snach z Janem Pawłem II. My też zmartwiliśmy się, kiedy zmarł Papież - Polak. Później jednak zrozumieliśmy, że wszyscy wielcy ludzie jak On, którzy zasłużyli się w losach naszej Ojczyzny wstępują do Nieba. Umarł, ale do końca będzie czuwał nad nami. Zastanawiasz się pewnie skąd znamy Twoje opowiadanie. Ukazało się ono w książce pod tytułem Jan Paweł II w dziecięcych słowach i obrazach. W niej ukazał się także nasz plakat o Ojczyźnie - Polsce (autorstwa Kasi Ginalskiej, Ani Gnieciak, Pameli Kępy, znajdziesz go na stronie 45).
Chociaż mieszkasz poza granicą naszego kraju, to być może interesuje Cię polska historia. Jeśli tak to wiesz, że 1 września 1939 roku odbyła się walka o Polskę. Niemcy zaczęli walkę od morskich granic naszego kraju, miedzy innymi od Westerplatte. Kiedy w 1983 roku Jan Paweł II odwiedził Polskę, podczas swojej pielgrzymki, na Westerplatte wypowiedział te oto słowa: "Każdy z Was, młodzi przyjaciele znajduje w swoim życiu takie "Westerplatte", czyli jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można walczyć. Jakiś obowiązek, od którego nie można się uchylić, nie można zdezertować. Wreszcie - jakiś porządek praw i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak Westerplatte, w sobie. Tak, obronić dla siebie i dla innych". Napisz, co tym sądzisz? Napisz do nas na adres: Szkoła Podstawowa nr 6 w Lublinie, im. Romualda Traugutta, ul. Czwartaków 11, 20-045 Lublin, Polska.

Kasia i Ania z klasy VI D

Lublin, 26.10.2007r.


Drogi Jarku

Dziękuję Ci za list i zawarte w nim wyjaśnienia. Z wielką przyjemnością czytałem to, co napisałeś. Zainteresowało mnie opowiadanie i podziwiam Twoją siłę woli i wyobraźni.
Jarku, list od Ciebie zmienił moje wyobrażenie o osobach niepełnosprawnych. Zmienił się mój pogląd o ich życiu. Wcześniej wydawało mi się, że osoba niewidoma jest bezradna i trudno jest jej poruszać się w dzisiejszych czasach. Na moim osiedlu mieszka kilka osób niewidomych. Czasami widzę, jak idą chodnikiem z laską lub z osobą towarzyszącą, a czasami widuję je z dużymi wytresowanymi psami. Wydawało mi się, że potrzebują pomocy i troski bliskich. Miałem wyobrażenia, że nie są samodzielni i uzależniają się od innych. Teraz zobaczyłem to wszystko z innej perspektywy. Dzięki wynalazkom technicznym mają lepszy dostęp do wiedzy i duże możliwości swojego rozwoju.
Podziwiam Cię i podziwiam Twoje zaangażowanie w naukę, ponieważ sam jestem leniwy. Bardzo chciałbym wystartować w olimpiadzie tak jak Ty, ale nie wiem czy będę miał tyle zapału do pracy. Wynika z tego, że nie ma znaczenia czy jest się osobą pełnosprawną czy nie. Uzyskane osiągnięcia wiążą się z zapałem i zainteresowaniem nauką.
Zaciekawiło mnie to, że uprawiasz tyle dyscyplin sportowych. Dzięki własnej aktywności pod wieloma względami nie różnisz się od widzących rówieśników. Jest wiele młodzieży, która nie dba o swoje ciało i zdrowie. Są otyli i niepełnosprawni z powodu lenistwa i złego sposobu żywienia. Uzależniają się od komputera. Marnują dużo czasu na gry, nie uczą się i nie spędzają wolnego czasu na świeżym powietrzu i ćwiczeniach sportowych.
Zaimponowało mi to, że realizujesz swoje marzenia i dążysz do celu. Tak wiele ludzi żyje z dnia na dzień bez planów i ambicji. To ich można nazwać osobami niepełnosprawnymi.
Cieszę się, że poznałem Ciebie i jesteś moim kolegą. Czekam na Twój list i na informację o realizacji planów i marzeń. Mam nadzieję, że w wakacje moglibyśmy się spotkać i spędzić razem miło czas.

Pozdrawiam
Aleksander Kawa, klasa VI D

 
Lublin, 11.10.2007r.

Drogi Jarku!

Postanowiłem napisać do Ciebie ten list, dlatego, że jestem pod wrażeniem Twojej postawy. Zaimponowało mi Twoje podejście i radzenie sobie w tak trudnej sytuacji.
Twoją wypowiedź czytałem parokrotnie, akurat w tym momencie, gdy było mi bardzo źle. W moim życiu pojawiło się dużo problemów, z którymi nie potrafiłem sobie poradzić. Po zapoznaniu się z historią Twego życia nagle pojawiło się we mnie małe światełko i odzyskałem nadzieję na lepsze jutro.
W tekście Twojego listu doczytałem się, że jak straciłeś wzrok to mówiłeś, że jesteś "niepotrzebny". Zupełnie Ci się nie dziwię. Z pewnością czułbym się podobnie widząc tylko przerażającą ciemność. Podziwiam Cię za to, że odnalazłeś w sobie siłę i potrafiłeś poradzić sobie z przeciwnościami losu. Cieszę się, że poszedłeś do szkoły i nauczyłeś się czytać brajlem, a także chodzić z białą laską. Dzięki temu możesz dobrze funkcjonować z ludźmi zdrowymi, co sprawia, że Twoje życie staje się łatwiejsze.
Mam nadzieję, że wiele osób po przeczytaniu Twojego listu uwierzy w swoje możliwości, a także zacznie radzić sobie z problemami. Będę bardzo szczęśliwy, gdy odpiszesz na mój list. Życzę Ci dużo siły i pozdrawiam serdecznie.


Michał

 

(Odpowiedź na list Michała)

Warszawa, 18 października 2007r.

Drogi Michale!


Dziękuję za list, za pozdrowienia i życzenia. Ja czuję się wspaniale. Ktoś, kto ma taką pogodę ducha jak ja, zawsze da sobie radę. Zresztą najgorsze mam chyba za sobą.
Najbardziej cieszy i raduje mnie to, że mój list pomógł tylu ludziom, że moje doświadczenia, przeżycia i moja postawa podtrzymują na duchu. A już najbardziej za swój sukces uważam to, że dzięki mnie ludzie uwierzyli, że "wiara we własne siły czyni cuda".
Michał! Nie przejmuj się więc, swoimi problemami, które z pewnością są tylko chwilowe. Pamiętaj: "Kiedy myślisz, że potrafisz i kiedy myślisz, że nie potrafisz masz rację!" Myśl, że "potrafisz", a na pewno Ci się uda. Głowa do góry i do roboty chłopie!!!


Twój przyjaciel, Jarek


Lublin 16.10.07r.
Drogi Jarku
!

W swym ostatnim liście poruszyłeś temat niepełnosprawności u dzieci.
Opowiedziałeś swą historię. Po jej przeczytaniu bardzo mocno się wzruszyłem.
I zadałem sobie pytanie: CZY TY NAPRAWDĘ NIE WIDZISZ? Próbowałem sobie na nie odpowiedzieć.
Coraz bardziej nie mogłem tego pojąć, ponieważ to niemal niemożliwe,
żeby człowiek mimo tak młodego wieku i niepełnosprawności osiągnął tak wiele.
Sądzę, że Twoje życie będzie bardziej wartościowe, niż niejednego pełnosprawnego człowieka.
Zastanawiałem się również nad tym, co ja uczyniłbym w takiej sytuacji.
Ponieważ od początku stać się niewidomym to wielki cios - ale w pewnej chwili widzieć,
a w drugiej już nie - jest jeszcze większym.
Uważam iż ja w odróżnieniu od Ciebie z tego "dołka psychicznego" bym się nie podniósł.
W swym przepięknym liście napisałeś również o tym, jak bardzo pomogła Ci rodzina.
Lecz pierwsze zdania, które przeczytałem w Twym ostatnim liście można by zinterpretować w ten sposób:
ONI TEGO NIE OKAZUJĄ, ALE JA CZUJĘ, ŻE JESTEM DLA NICH PRZESZKODĄ!
A to mym zdaniem jest nieprawdą, bo gdyby im na Tobie nie zależało,
możliwe, że nie byłbyś Tym, kim jesteś teraz. Prawdopodobnie duży
wpływ na to miała decyzja Twoich rodziców o tym, żebyś został w tej szkole, do której uczęszczałeś.
Może dzięki kontaktowi z dziećmi pełnosprawnymi postanowiłeś osiągnąć tak wiele.
Myślę, a nawet jestem pewien, że dasz radę osiągnąć swój cel życiowy.
Przynajmniej ja Ci życzę tego z całego serca.
W przedostatnim akapicie tego listu chciałbym powiedzieć Ci,
co w mym życiu zmieniło się po otworzeniu Twojej koperty.
A trochę się tego nazbierało. Podciągnąłem się w nauce, zmieniłem
zdanie o ludziach niepełnosprawnych i zacząłem częściej im pomagać.
No i niestety nadchodzi czas pożegnania. Tak więc jak już pisałem, mam nadzieję,
że uda Ci się jeszcze wiele osiągnąć i spełnisz swoje marzenia.
Ja również liczę na to iż, uda mi się naśladować Twój życiowy optymizm.

P.S. Troszkę wstydzę Ci się przyznać, ale jestem Twoim fanem.

TOMEK

(Odpowiedź na list Tomka)


P.S. Cieszę się, że jesteś moim fanem. Proponuję założyć "Klub
przyjaciół Jarka Świerza". Co Ty na to?


Cześć Jarek!!!
Lublin, 09.10.2007

Nazywam się Antek i mieszkam w Lublinie. Wyrażam ogromny podziw dla Ciebie, że będąc niewidomym uczysz się języka angielskiego, trenujesz karate, chodzisz na basen, grasz w szachy, opanowujesz zasady informatyki, piszesz teksty do gazetki szkolnej i udzielasz się w harcerstwie. Wiem, że jest to bardzo trudne po tragedii, jaka Cię spotkała, czyli po utracie wzroku. W moim środowisku nie ma raczej osób niepełnosprawnych, choć dwa lata temu dołączył do naszej społeczności szkolnej jeden uczeń, który jeździ na wózku. On też próbuje łamać bariery, jak ty.
Jednym z problemów, które mnie poruszają jest nadmierna agresja w szkołach. Nie rozumiem, dlaczego moi rówieśnicy kierują się taką agresją w stosunku do siebie, a w starszym wieku objawia się ona także wśród dorosłych. Jest kilka sposobów zwalczania tego, np. zamontowanie kamer, poświecenie przez nauczycieli większej uwagi na przerwach i lekcjach. Następnym powodem jest zaniedbywanie obowiązków, nie tylko szkolnych. Tego młodzież powinna się uczyć od najmłodszych lat. Ale również zdarzają się przypadki, że dzieci zaczynają palić papierosy i zażywać narkotyki, ale takie przypadki zdarzają się na szczęście sporadycznie. Proszę o szybką odpowiedź.
Pozdrawiam
Antek Kotowski


Odpowiedź na list Antka

Drogi Antku!!!
Warszawa, 11. 10. 2007

Dziękuję za odpowiedź na mój list, który napisałem wiele lat temu. List ten, jak wiesz, został opublikowany w Waszym podręczniku, jako nagrodzona praca w konkursie dla osób niepełnosprawnych. Dziękuję Ci także za słowa uznania. Chciałbym Ci życzyć, abyś mnie nie tylko podziwiał, ale także brał ze mnie przykład i wierzył, że wiara we własne siły czyni cuda.
W swoim liście poruszyłeś ważny problem związany z agresją w szkole. Mam nadzieję, że Ty sam jesteś grzecznym, spokojnym chłopcem, umiejącym rozładowywać konflikty wśród kolegów i dającym przykład tego, że w relacjach z innymi więcej można osiągnąć uprzejmością i życzliwością niż złością. To chyba lepsze rozwiązanie niż ukryte kamery i pilnowanie uczniów przez nauczycieli, którzy i tak mają z Wami sporo zmartwień.
P.S. Czytałem wszystkie Twoje teksty, które napisałeś do szkolnej gazetki. Najbardziej podobało mi się opowiadanie o Papieżu, czyli "Lekcja patriotyzmu", zamieszczone w dziale "Patriotyzm jutra", chociaż wspomnienia z wakacji też miałeś ciekawe. Życzę ci dalszych sukcesów redaktorskich i trzymam kciuki w Twojej próbie pokazania innym, że warto być człowiekiem łagodnym i niekonfliktowym, a nie agresywnym.
Pozdrawiam
Twój przyjaciel, Jarek.


Przyjaciółki

Takie same mają oczy,
lubią czesać się w warkoczyk,
często bawią się lalkami,
no i są przyjaciółkami.

Jak papużki nierozłączki,
jak motylki z pięknej łączki,
wszędzie razem,
nigdy same,
przyjaciółki ukochane.

Gabrysia Gustaw, klasa III B

"Mój przyjaciel"


Moja koleżanka ma na imię Wiktoria. Wika jest dla mnie bardzo
miła i często mi pomaga. Lubię bawić się z nią, chodzić do kina i na spacery.
Wika jest bardzo dobrą koleżanką.

Karolina Zgodzińska, klasa III B


"Wspomnienie z wakacji"

W tym roku spędziłam wspaniałe wakacje. Kilka dni po zakończeniu roku szkolnego wyjechałam na Kubę. Na tej rajskiej wyspie spędziłam szesnaście wspaniałych dni, a na początku lipca wyjechałam do Anglii, do szkoły językowej.
Moja szkoła nazywała się Dean Close Summer School. Była ona położona w mieście Cheltencham, które jest oddalone o dwie godziny jazdy samochodem od Londynu. Kiedy z moją starszą przyjaciółką, Mileną przybyłam na miejsce, czułam się trochę nieswojo, gdyż od razu trzeba było przestawić się na język angielski. Po paru dniach jednak oswoiłam się. Niestety na miejscu nie poznałyśmy żadnych uczniów Polaków, ale zaprzyjaźniłam się z Egipcjanką, starszą ode mnie o dwa lata. Była ona bardzo wysoka i wyjątkowo szczupła. Na głowie miała burzę czarnych loków. Jej smukła twarz zaokrąglała się tylko w czasie uśmiechu. I miała czarne ogromne oczy. Ubierała się "rokowo", ale ładnie. Nosiła spodnie jeansy rurki. Była bardzo miłą osobą, choć na taką nie wyglądała. Nasze więzy przyjaźni zacisnęły się jeszcze bardziej, po … pierwszej ewakuacji ze szkoły z powodu powodzi.
Otóż na początku trzeciej lekcji pani powiedziała, że mamy iść do jadalni. Kiedy cała szkoła (około sześciuset dzieci i nauczyciele) tam się zebrała powiedziano nam, że z powodu powodzi przenoszą nas na trzy dni do Londynu. Wszyscy uczniowie bardzo się ucieszyli. Zaczęli z radości skakać i piszczeć. Po trzech dniach w londyńskim hotelu powodzie były nadal dotkliwe, więc po powrocie do szkoły polecono nam, aby spakować wszystkie rzeczy. Zebraliśmy się w wielkiej jadalni, tak aby nauczyciele mogli podzielić nas na grupy, które wyjechały do innych obcych szkół. Wszyscy się ciepło żegnaliśmy, gdyż mieliśmy się w naszej szkole więcej nie zobaczyć.
Druga szkoła była straszna. Była stara, ponieważ wybudowano ją w 1849 roku. Teren szkoły był bardzo rozległy, więc dziennie każdy musiał przebyć wiele kilometrów. Był tam kościół i cmentarz, na który miałam widok z mojego okna. Wszędzie były pająki i szczury, więc dlatego było strasznie.
Do trzeciej szkoły jechaliśmy dwanaście godzin i tym razem było super. Jedzenie było wyśmienite. Podawano nam nawet krewetki. Niestety pokój był na piątym piętrze i na dodatek w budynku nie było windy. Pomimo powodzi te wakacje były świetne i ekscytujące.

Weronika Pucek, klasa VI D


Opowiadanie z wakacji


Na wakacje wybrałam się z braćmi i rodzicami do Londynu .
Pogoda nie dopisywała. Było zimno i często padał deszcz . Codziennie
zwiedzaliśmy po kilka godzin, więc musieliśmy korzystać z metra
i pociągu. Pewnego popołudnia wsiedliśmy do pociągu mając zamiar
szybkiego dojechania do celu. Jechaliśmy bardzo wolno. Deszcz mocno
padał, było słychać jedynie szum.
- Tato, czemu tak wolno jedziemy? - zapytałam.
- Nie wiem, ale mam nadzieje, że zaraz przyśpieszymy!
- odpowiedział mi tata.
Nagle pociąg całkowicie stanął. Byłam trochę przestraszona i
zmarzłam. W pewnej chwili jakaś kobieta nadała przez głośnik
komunikat o tym, że na torach jest przeszkoda, ale już ją usuwają.
Uspokoiłam się więc i czekałam. Siedzieliśmy tak w pociągu chyba godzinę,
a komunikat się powtarzał. Nagle bardzo wolno ruszyliśmy,
dojechaliśmy do stacji i usłyszeliśmy komunikat, że tym razem wszyscy mają
natychmiast opuścić pociąg i że metro i stacje pociągów zostają zmknięte. Kiedy
wyszliśmy na dwór deszcz padał już mniej . Niestety, gdy weszłam na murek
zobaczyłam coś strasznego! POWÓDŹ!!! całe tory były zalane
niemal do pasa! To było okropne. Trzeba było jechać do domu, a nie było
czym! Wybraliśmy autobus. Oczywiście był przepełniony. Na szczęście
znalazły się 4 miejsca na górnym piętrze. Jechaliśmy bardzo długo.
Autobus jechał wolno, bo ulice były pozalewane. Na jednym z przystanków
wsiadła chyba 20 osobowa grupa uczniów "w mundurkach". To był
ich ostatni dzień szkoły i 1 dzień wakacji. Dzieci były bardzo hałaśliwe!!!
- Oh, uciszcie się - krzyknęłam i przypomniałam sobie, że
przecież mnie nie rozumieją! Nagle wszystkie dzieci zbiegły się do szyb.
Więc ja też spojrzałam. Ulica była tak zalana, że ludzie próbowali
przejść po bramach i murkach! Zrobiło mi się szkoda rowerzysty, który
musiał przejechać przez tę ulicę, zalaną do kolan . Po 2 godzinach
byliśmy już w ciepłym domu. W następnych dniach metro już działało, więc
mogliśmy nadal zwiedzać! Mimo ulewnych deszczów w Londynie byłam bardzo
zadowolona z tego wyjazdu !

"Kaszka"


Moja siostra Ania jest moją przyjaciółką. Jest ode mnie 2 lata
młodsza. Przyjaźnimy się od jej urodzenia. Lubimy razem tańczyć,
bawić się lalkami, grać w różne gry oraz jeździć na rowerach.
Lubię z nią spędzać czas.

Małgosia


WAKACYJNA PRZYGODA

W tym roku miejscem mojego wypoczynku okazał się mój pierwszy obóz harcerski spędzony w Rejowie. Rejów to malowniczy zakątek na brzegu zalewu na rzece Kamionce, leżący między Skarżyskiem Kamienną, a Suchedniowem. Mimo sąsiedztwa miasta możemy bez trudu odnaleźć tam uroki, nieskażonej działalnością człowieka przyrody. Bogactwo roślinności i bliskość wody tworzą miejsce idealnego odpoczynku od szkolnych obowiązków. Bliskość Gór Świętokrzyskich stwarza możliwość długich pieszych wypraw.
Opowiem wam o jednej z nich. W drugim tygodniu naszego obozowania drużynowa obudziła nas wcześniej niż zwykle.
- Kochana drużyno, przed wędrówką musicie spakować duże plecaki. Zabierzcie tylko niezbędne rzeczy: menażki, niezbędnik i harcerskie umundurowanie.
- A co ze śpiworem, też mamy je ze sobą zabrać? - zapytał Mały Piotrek.
- Oczywiście, że tak - odparła druhna.
- To będziemy spać pod gołym niebem? - zatroskał się Piotrek
- Tak, ale nie zapomnijcie o brezencie, bo całą noc padało i dzisiejsza pogoda również jest niepewna.
Przez najbliższą godzinę pakowaliśmy się na wędrówkę. Później musieliśmy uprzątnąć namiot do zdania przez instruktora służbowego. Skończyło się na tym, że wyruszyliśmy z ponad godzinnym opóźnieniem.
Na początku szło nam ciężko. W około trzy godziny pokonaliśmy zaledwie trzy kilometry. Wyglądaliśmy niemal jak karawana jucznych wielbłądów. Ja miałem na sobie mundur to jest: brązową koszulkę drużyny, krótkie spodnie mundurowe w kolorze khaki i zielony kapelusz skautowy. Na plecach dźwigałem wielki plecak ze stelażem. Znajdowało się w nim obowiązkowe wyposażenie. Do plecaka przytroczyłem karimatę. Śpiwór upchnąłem do wnętrza plecaka. Całość po kilkunastu kilometrach zdawała się być potwornie ciężka.
Pomimo trudów wędrówki udało nam się dotrzeć na miejsce noclegu. Była to polana na skraju lasu. Po wschodniej stronie polany znajdowała się ściana, tajemniczo szumiącego o tej porze, lasu. Nad głowami iskrzył się gwiazdami sufit nieba, zaś pod stopami zachęcająco uginał się zielony dywan mchu.
Rozpaliliśmy ognisko i przystąpiliśmy do przygotowań związanych z kolacją. Wszyscy byliśmy zmęczeni, więc zaraz po posiłku z radością wskoczyliśmy w ciepłe śpiwory. Szum lasu kołysał nas do snu.
Niecodzienne otoczenie, bliskość przyrody i przyjaciół stanowi dla mnie niezapomniane wspomnienie z wakacji.

Piotrek Szewczyk klasa VI D




Opowieść z Londynu

Rok szkolny upłynął bardzo szybko, więc zaczęły się wakacje - czas regeneracji sił do dalszej nauki. Pewnego dnia dowiedziałem się, że w nagrodę za dobre oceny pojadę z tatą do Londynu. 18 lipca wylecieliśmy z Lotniska Okęcie. Nasza podróż trwała 2,5 godziny, ale nie nudziłem się, bo słuchałem muzyki, czytałem gazety i grałem na konsoli.
W końcu dolecieliśmy na Lotnisko Heathrow. Długo zajęły nam odprawy paszportowe i różne kontrole. Po krótkiej przejażdżce metrem dojechaliśmy do celu, gdzie mieliśmy spędzić tydzień, a był to dom mojej cioci, która wyjechała z Polski kilkanaście lat temu i jest lekarzem w Anglii. Po kolacji okazało się, że nie jestem odcięty od wiadomości z Polski, ponieważ ciocia miała założony Internet i mogłem z niego korzystać.

Następnego dnia zwiedziliśmy Muzeum Historii Naturalnej, w którym można zobaczyć wielkie szkielety i modele zwierząt naturalnych wielkości, np. wieloryba i dinozaurów. W tym muzeum zobaczyłem przekrój pnia największego drzewa na świecie - sekwoi amerykańskiej. Zwiedzanie tego muzeum zajęło nam okolo 5 godzin. Następnie udaliśmy się do Muzeum Techniki, gdzie można było zobaczyć kotły parowe, ale także najnowsze modele samolotów i samochodów oraz historię samolotu Spitfire. Można zapoznać się także z całą historią powstawania komputerów i maszyn liczących. Po południu pojechaliśmy do centrum. Tam zjedliśmy lody i przespacerowaliśmy się po Leicester Square i Picadilly Circus. Później zjedliśmy kolację i poszliśmy spać, bo byliśmy bardzo zmęczeni.
Trzeciego dnia padał deszcz, więc zdecydowaliśmy się zwiedzić Muzeum Brytyjskie, gdzie można zobaczyć np. mumie egipskie, kamień z Rosetty, człowieka z Lindu, jak również części Partenonu odłupane przez Anglików. Kiedy zmęczeni długim zwiedzaniem siedliśmy zjeść lunch rozmawiając o niedawno zakończonym turnieju tenisowym Wimbledon, zagadnął nas starszy mężczyzna.

Był wysoki, miał około 180 cm wzrostu. Był opalony. Miał siwe włosy, więc wywnioskowałem, że ma około 60 lat. Miał okulary, jego nos był lekko haczykowaty. Dużo się uśmiechał i był bardzo miły. Biegle mówił po angielsku, ale był Hindusem. Okazało się, że też jest sympatykiem tenisa. Pochwalił się, że był w Polsce, a dokładnie mówiąc w Krakowie i okolicach. Powiedział, że bardzo mu się podobało i z chęcią przyjechałby tam jeszcze raz. Rozmawialiśmy z nieznajomym około pół godziny, a później poszliśmy zwiedzać dalej.
Następnego dnia poszliśmy przejechać się na londyńskim kole zwanym London Ele, a następnie przejść się obok Parlamentu, Big Bena, Westmister Abbey Catedral.
(tu zdjęcie)
Następnego dnia pojechaliśmy zwiedzić piętnastowieczną twierdzę o nazwie Tower. Jej symbolem są kruki, ponieważ legenda głosi, że dopóki kruki są w Tower władzę w Anglii będą sprawować Anglicy. Zobaczyłem więc tę słynną krwawą wieżę i plac straceń. Obejrzałem także klejnoty koronne, a największy z nich miał wielkość jajka.

Kolejnego dnia ciocia zaproponowała nam, że zawiezie nas do letniej rezydencji rodziny królewskiej w Hampton Court, gdzie teraz mieści się muzeum. Znajdują się tam stajnie, piękne komnaty królewskie, kuchnie, kort do tenisa oraz przepiękne kilku hektarowe ogrody, gdzie znajdują się liczne rośliny, nieznane w Polsce, jak również trzystuletnia winorośl. W kuchennym sklepie można dostać przetwory, książki kucharskie, słodycze, soki. Kiedy weszliśmy do komnat królewskich, usłyszeliśmy muzykę graną przez muzykantów ubranych w piętnastowieczne stroje i widzieliśmy scenkę zainscenizowaną przez aktorów, grających arystokratów. W hali do gry w tenisa pochodzącej z siedemnastego wieku mogliśmy zobaczyć kilka gemów tej gry nieco jednak innej niż w Polsce
Nazajutrz musieliśmy się pakować, bo mieliśmy lot do Polski o 17. Podróż była przyjemna i w miarę krótka, a jeśli nie, to tak mi się wydawało. W Polsce byliśmy około godzinny 22.
Bardzo miło wspominam ten wyjazd i nigdy go nie zapomnę. Cieszę się, że mogłem zobaczyć tyle pięknych budowli wystaw i eksponatów.

Antek Kotowski VI D


Wspomnienie z wakacji


Chciałabym przedstawić moje bardzo ciekawe wspomnienie z tego gorącego i zarazem chłodnego lata. W te piękne wakacje jeździłam w wiele ciekawych miejsc.
Wszystkie znajdowały się na terenie Polski. Moja wesoła przygoda wydarzyła się w Białowieży. To miasto ma bardzo starą legendę, związaną z "Białą Wierzą", która stała w okolicy. Od tego właśnie pochodzi jego nazwa. Ale powróćmy do przygody. Pewnego pięknego, słonecznego dnia mama (a byłam tam z całą rodziną) powiedziała, żebyśmy poszli do "Miejsca Mocy". Było około 5 km do przejścia ruchliwą drogą. Więc postanowiliśmy pojechać kawałeczek samochodem. Droga prowadziła przez las. Po paru minutach dojechaliśmy do miejsca, gdzie był znak: "Zakaz wjazdu". Wysiedliśmy z samochodu i przekroczyliśmy tory. Po chwili znów byliśmy w lesie. Na drodze były ogromne, błotniste kałuże, ponieważ dzień wcześniej padał deszcz. Wokół latało strasznie dużo komarów. Szliśmy około pół godziny przez piękną, wilgotną i gęstą Puszczę Białowieską, odganiając się od gryzących owadów. "Miejsce Mocy" jest położone w środku lasu. Ja szłam pierwsza, a reszta rodzinki za mną.
- Co to jest?- nagle krzyknęłam, aż echo zaczęło po mnie powtarzać.
- "Miejsce Mocy"- odpowiedział tata.
Moje zdziwienie było wywołane tym, co ujrzałam: siedem kamieni leżących w kręgu, obok wieża, ale nie biała, tylko drewniana i wokół ogromne, stare drzewa o potrójnych pniach. Mnie to miejsce się nie podobało, bo było ponure. Dlatego chciałam już wracać do domu. W oddali było widać dróżkę i wzniesienie, na którym były tory.
- Może wrócimy do samochodu torami? - zaproponowałam.
- Skrócimy sobie drogę - dodałam.
- Unikniemy skakania po kałużach i przeganiania komarów.
-krzyknęła z zadowoleniem moja siostra.
- Słusznie- dodała mama.
- No to idźmy- zdecydował tata.
Przyznam, że się trochę bałam. Nie tylko ja, mama też. Kiedy weszliśmy na tory powiedziałam:
- Tędy nic nie jeździ, prawda?
- Oczywiście, że nie. Tory są zarośnięte, a szyny zardzewiałe - odparł tata.
Od razu się uspokoiłam. Nie wiedzieliśmy jednak, gdzie te tory prowadzą. Przypuszczałam, że zatrzymamy się przy naszym aucie. Moja siostra zbierała cudowne, polne kwiatki. Tata robił zdjęcia wspaniałych widoków do wakacyjnego albumu. Mama zabawiała nas swoimi ciekawymi opowieściami. Droga upływała nam przyjemnie i szybko. Po pewnym czasie wyszliśmy z lasu.
- Gdzie jesteśmy?- zapytałam.
- Chyba doszliśmy do miejsca, gdzie zostawiliśmy samochód -powiedziała Agnieszka.
- Ale gdzie on jest? - zapytałam
- Podejdźmy jeszcze kawałek- zaproponował tata.
Tak też zrobiliśmy. Wtedy zobaczyliśmy dom. Rozpoznaliśmy, że to jest dawny dworzec, obecnie mieści się tam "Restauracja Carska". Ujrzeliśmy napis "Białowieża Towarowa". Zrozumieliśmy, że dawno już przegapiliśmy parking z naszym samochodem. I musieliśmy wracać około 5 km. Wybrałam to wspomnienie, ponieważ utkwiło mi w pamięci. Moim zdaniem jest ciekawe i zabawne.

Kasia Ginalska VI D


 

 

"Andrzejki"

Wielkie niezadowolenie zapanowało pośród uczniów naszej "Szóstki", gdy dowiedzieli się, że dyskoteka Andrzejkowa, pierwotnie planowana na 23 listopada br. nie odbędzie się z powodu żałoby narodowej, którą ogłosił prezydent kraju. Żałoba ta została zainicjowana, aby uczcić pamięć górników, zabitych wskutek tragedii w kopalni "Halemba", gdzie nastąpił wybuch metanu. Rodziny i bliscy zabitych górników naturalnie są w szoku i przynajmniej moim zdaniem żaden uczeń nie powinien grymasić z powodu odwołania zabawy. Pomyślmy jakbyśmy się czuli, gdyby nam się to przytrafiło...? To byłoby po prostu nieprzyzwoite, gdyby uczniowie szkoły bawiliby się na dyskotece, podczas gdy ci biedni ludzie, którzy stracili bliskich opłakiwali ich śmierć. Spróbujmy więc zrozumieć sytuację i godnie przyjąć odwołanie "Andrzejek", ponieważ ta decyzja jest niewątpliwie w pełni słuszna. Dowiedzieliśmy się też, że dyskoteka nie odbędzie się, bo zaistniał pewien konflikt co do terminów...

Marcin Komorski, klasa VD


 

Dzień dobry !!

Siedzę sobie właśnie na kompie, no i pomyślalam, wejdę na stronkę "Szósteczki". Wchodzę, a tu reklama "6 Zmysłu". Oczywiście odwiedziłam tę stronkę :) Jest poprostu świetna !!!!! Nareszcie dowiedziałam się, co tam słychać w 6 , bo oczywiście dla wszystkich "nic ciekawego".... Naprawdę Redakacja się stara :):) Będę częściej sprawdzała, czy nie ma Newsow.
A tak w ogóle, to trochę smutno mi się zrobiło, jak zobaczylam czyjeś prace z "nowej" 6d .... a moją klasę "w Absolwentach" .... Nowa szkola jest mega, klasa też ok, nauczyciel jak nauczyciele, gorsi i lepsi :P. Zbieramy się z koleżankami na odwiedziny, ale tak jakoś ciagle nie mamy czasu .... już 2, albo 3 tydzień .... Postaramy się jak najszybciej !
Konczę, żeby dłużej nie przynudzać!
Do widzenia :*:*:*


 

Po śmierci Ani

Całą Polską wstrząsnęła śmierć Ani z Gdańska. Czego zabrakło? Myślę, że wiele czynników o tym zadecydowało, ale chciałem się zatrzymać na relacjami między rodzicem i dzieckiem. Czy taka sytuacja może sie zdażyć w SP6? Czasem mam wrażenie, że dzieci więcej rozmawiają ze swoimi nauczycielami niż z rodzicami, których często nie ma w domu. Dzieci ogrom czasu spędzają przy internecie na Gadu-Gadu "romawiając" z koleżanką lub kolegą, który mieszka dwa domu dalej. Zanikają osobiste konktakty między dziećmi a rodzicami, ale rónież miedzy rówieśnikami. Jak byłem młody potrafiłem 3-4 godziny garć w piłkę, teraz dzieci potrafią 3-4 godz. spędzać przy komputerze lub telewizorze - zanikają prawdziwe relacje międzyludzkie, przyjaźnie, jest tylko wrogość podgrzewana przez "filmy dla dzieci", również dorośli są agresywni, widzą np. ataki PO na PIS itd ...
Rodzicu! Spędzaj więcej czasu ze swoim dzieckiem!
Młody człowieku! Spędzaj więcej czasu z rówieśnikami na rzeczywistych spotkaniach, a nie wirytualnych.

Rodzic


 

Droga Szóstko!
Chodzę do tej szkoły dopiero pierwszy rok ,chociaż jestem uczennicą trzeciej klasy.Bardzo podobają mi się tutaj: rytmika,informatyka,audycje muzyczne i wszystko co jest dodatkowe.Cały budynek szkolny jest pięknie przystrojony w różne zdjęcia.Sczególnie cenię audycje muzyczne, ponieważ tam można nauczyć się ciekawych rzeczy dotyczących kraju lub miejscowości.
Mam szczęście, że uczę się w Szóstce, bo jest to najwspanialsza szkoła do jakiej kiedykolwiek chodziłam.

Diana Sawulska


Strona bardzo fajna, jest OK, pan Stec się postarał ...
Pozdrawiam i życzę sukcesów gazetki, która niestety funkcjonuje już beze mnie ...
Paweł Abramowicz


Witam!!!
Chciałem wyrazić opinię na temat gazetki ,,Szósty Zmysł". Gazetka bardzo mi się podoba, jest interesująca i przyciąga wzrok.
Pozdrawiam panią Dorotę Gał oraz pana Marcina Steca i życzę dalszych sukcesów.

Grzegorz Tchórzwski kl.VIe


Droga Pani Doroto!
Nie wiem, czy mnie jeszcze Pani pamięta? Byłam w początkowym składzie kółka redakcyjnego. Jestem niezwykle dumna z mojej byłej szkoly i z Pani! Z moich obserwacji wynika, że praca gazetki idzie pełną parą, czego owocem jest chociażby strona internetowa. Pamięta Pani moje uwagu na temat gwary uczniowskiej i głosu młodych? Brawo!Właśnie zrealizowała Pani magazyn, który jest tworzony przez uczniow i opiera się na ich przekonaniach!
Niezmiernie podobają mi się nowości w SP6. Uważam, że mundurki w szkołach powinny być koniecznie. Nie byłam co do tego przekonana, dopóki nie doświadczyłam ich noszenia na własnej skórze za granicą :) Podoba mi się stworzenie sali multimedialnej oraz pomysł z windą.Ciągle śledzę życie szkoły i trzymam kciuki: za Redakcję, Panią oraz nowe pomysły Pani Dyrektor.
Pozdrowienia dla calej Redakcji młodych poszukiwaczy prawdy oraz nauczycieli (szczegolnie pani Kasi Wojtyły, której zawdzięczam wspaniałą przygodę z gimnastyką).

Agnieszka (absolwentka).



Chciałbym wyrzazić swą opinię na temat gazetki. Myślę, że jest świetna. Na pewno pani Dorocie Gał i panu Marcinowi Stecowi
należą się słowa uznania!
Podpisano anonim


Witam Pani Doroto !!!

Heh nie wiem czy mnie Pani jeszcze pamięta. W Biskupiaku jest b. fajnie. (Nie jest to wcale taka religijna szkoła). Jedynki NARAZIE jeszcze nie mam. Czwórki, piątki tak...
Jestem z Pani b. dumna !!!
1. Uczy Pani
2. Prowadzi gazetkę
3. Prowadzi stronę internetową (super) !!! WOW !!!
Serdecznie gratuluję i życzę dalszych sukcesów.

PS i może by tak Pani do mnie czasem napisała?
POZDROWIONKA CZEKAM NA ODPOWIEDŹ!!!

ARCHIWUM
KĄCIK TWÓRCZOŚCI

Piosenka z okazji Dnia Kobiet

L Gdy dzisiaj wstałem, spanikowałem,
Bo zapomniałem, że na dziś miałem
Napisać tekst dla naszych dam,
O kurcze blade, co robić mam?

Czym prędzej wziąłem do ręki gitarę
Szybko skleciłem rymów parę.
No i już humor powrócił mi,
Bo teraz mogę zaśpiewać Ci!

Ref. 8 marca wszyscy są mili.
Chłopcy się nawet dzisiaj umyli!
Dziewczyny wtedy przeżyły szok
Myślą, że będzie tak cały rok.

II. Jutro wracamy do prozy życia!
Nie mamy tutaj nic do ukrycia.
Spodnie na wieszak, koszula też
Co będzie dalej to dobrze wiesz!

Może się zdarzyć, że zapomnimy
Przepuścić przodem nasze dziewczyny.
Choć zbrodnia wielka, wina nie taka
Nie prześladujcie biednego chłopaka.

Ref, 8 marca wszyscy są mili.
Chłopcy się nawet dzisiaj umyli! Dziewczyny wtedy przeżyły szok
Myślą, że będzie tak cały rok.

Ref. A pani Marii także życzymy
Tego wszystkiego co chcą dziewczyny.
Pani najlepiej wie o czym mowa.
Trzeba już kończyć co to za szkoła

Słowa: Jarosław Mazur i Zofia Mazur
Muzyka: Michał Mazur z klasy VI D


 

Nazwa "kolęda" (pochodząca od starożytnej nazwy pierwszego dnia każdego miesiąca "calendae") jest nowa
i oznacza "każdą pieśń bożonarodzeniową o charakterze kościelnym i świeckim, której punktem wyjścia jest Betlejem". Według tradycji autorem pierwszej kolędy jest św. Franciszek z Asyżu. Ojczyzną kolęd są Włochy, skąd przez Zachód dotarły one do Polski prawdopodobnie w XIV wieku. Pierwsza polska kolęda, przekazana nam w rękopisie z 1424 roku, zaczyna się od słów "Zdrów bądź, Królu Anielski". Pierwszymi polskimi kolędami były te ze śpiewników braci czeskich
- przełożono z nich około 31 kolęd na początku XV wieku. Jedną z najważniejszych polskich kolęd "W żłobie leży" napisał na przełomie XVII i XVIII wieku Piotr Skarga - do melodii poloneza koronacyjnego króla Władysława IV. Kolędy pisali: Franciszek Karpiński, Mikołaj Sęp - Szarzyński, Andrzej Morsztyn, ks. Hołubowicz, ks. Antoniewicz. W II połowie XIX wieku muzykę do tekstów komponowali Franciszek Nowowiejski i Zygmunt Noskowski, a to podobno nie byle jakie nazwiska!


Balladyna

10 stycznia 2007 roku, klasy szóste z naszej szkoły udały się na spektakl teatralny pt. Balladyna Juliusza Słowackiego, w reżyserii Jana Machulskiego. Przedstawienie - bardzo ciekawe - odbyło się w Sali Kongresowej Akademii Rolniczej w Lublinie. W swojej sztuce Słowacki poruszył zagadnienie zazdrości, nienawiści, zdrady i dążenia do władzy za wszelką cenę. W przedstawieniu występowało czternastu aktorów, których kostiumy w kolorach czarnym, białym, czerwonym i zielonym bardzo mi się podobały. Dekorację - nieco skromną - stanowiła czerwono - biała kurtyna. Aktorzy wspaniale wczuwali się w swoje role, ich gra była sugestywna, poruszająca, a na uwagę zasługuje zwłaszcza kreacja Grabca. Te właśnie elementy; świetna gra aktorów, wspaniałe kostiumy, a także godna podkreślenia muzyka, sprawiły, że spektakl uważam za niezwykle udany.

Krytyk teatralny, Grzegorz Tchórzewski, klasa VI E


Recenzja Mozart

Z okazji kończącego się Miedzynarodowego Roku Mozarta, na lekcji poświęconej twórczości tego kompozytora, wysłuchaliśmy utworu pt. "Eine kleine Nachtmusik". Moim zdaniem ten utwór jest nie tylko miły dla ucha, ale także fascynujący i niesamowity. Można się w nim dosłuchać skrzypiec, wiolonczeli, altówki oraz kontrabasu. Gdy słucham tej melodii wydaje mi się, że kot gania za myszą lub, że baletnica jeździ po lodzie, wykonuje piruety, aksle, fritzbergery. Ten rodzaj muzyki jest cudowny, ponieważ przeplata się w nim spokój i roztargnienie, wysokie i niskie dźwięki oraz tempo szybkie i wolne. Takiej muzyki nie powinno się oceniać, ale jeśli miałbym to zrobić, to w skali od 1 do 10 przyznałbym jej
9.5.

Krytyk muzyczny Antek Kotowski z klasy V D


Recenzja

Byłam z klasą na lodowej rewii, gdzie przedstawiono "Czarnoksiężnika z krainy Oz". Szczególnie podobała mi się ogromna suknia. Pod nią zmieściłaby się cała nasza klasa. Jednak najbardziej ze wszystkiego podobały mi się dekoracje. Za to nie podobały mi się kostiumy siedmiu Sióstr Kolorów. Moim zdaniem, warto było poświęcić dwie godziny, by obejrzeć to przedstawienie.

Inga Rybczyńska, klasa IIa


Byliśmy z klasą na rewii lodowej. Przedstawiano "Czarnoksiężnika z Krainy Oz." Szczególnie podobała mi się dekoracja. Warto obejrzeć ! Polecam!

Julcia Skalska, klasa II A


Ania Wąsowska VI E

Karolina Legencka VI D

Magdalena Krukowska VI D


Bajka pod tytułem "W OGRODZIE SZTUKI" - Recenzja

Bajka pani Doroty Gał jest bardzo ciekawa, a nawet pouczająca. Fantastyczna opowieść o siedmiorgu dzieciach sztuki przenosi nas w cudowny świat wyobraźni. Bajka ma ciekawe ujęcie, kłóci się z prawdą, co czyni ją zagadkową. Wymieniona w opowieści matka SZTUKA ma siedmioro dzieci: najstarszego syna TEATR, bliźniaczki: LITERATURĘ i MUZYKĘ oraz MALARSTWO, ARCHITEKTURĘ, RZEŹBĘ oraz TANIEC. Ciekawie przedstawiony jest pałac SZTUKI, w którym, w różnych pokojach panują różne pory roku. Jest to bardzo fantastyczne wyobrażenie pałacu, otoczonego zaczarowanym odrodem, w którym "kwiaty pachną tak mocno, że kto choć raz tam wejdzie, chce pozostać na zawsze". Ukazanie takiej "magii sztuki", to kolejna zaleta bajki. Ciekawie ujęty jest motyw Teatru, jako tego, który inspiruje Literaturę. Ta zaś rzuca czar na ludzi, którzy potem stają się pisarzami i poetami. Architektura projektuje zamki i pałace oraz inne piękne budowle, itd. ... Resztę przeczytajcie sami. Bardzo spodobała mi się ta nierealna bajka i fantastyczne wyobrażenia różnych dziedzin sztuki.

Krytyk literacki, Olgierd Celiński kl.VI E


Recenzja

9 listopada, w klasie VI D uczniowie wysłuchali bajki pt. "W ogrodzie Sztuki", która została napisana przez panią Dorotę Gał. Tekst barwny, którego głównym środkiem wyrazu było uosobienie. Bohater opowieści to czarodziejska rodzinka, której matką była Sztuka. Miała ona siedmioro dzieci: Teatr - najstarszy, Muzykę i Literaturę - siostry bliźniaczki oraz Malarstwo, Rzeźbę, Architekturę i Taniec. Każda postać została ciekawie opisana. Miejsce, w którym rozgrywa się akcja jest także fantastyczne. Jest to ogromny ogród oraz pałac z niezliczoną liczba komnat, w których panują różne pory roku. Autorka bardzo trafnie dobrała podkład muzyczny, którym był utwór rosyjskiego kompozytora.
Bajka bardzo mi się podobała. Można było łatwo stworzyć obraz w wyobraźni. Duży plus za podkład muzyczny. Jednak zabrakło mi w tej opowieści postaci - "czarnej owcy" tej rodziny i dreszczyka emocji. Zakończenie niejednoznaczne, zmuszające do myślenia, za co również duży plus. Ogólnie zachęcam do przeczytania tej bajki, chociaż bez podkładu muzycznego, to nie będzie to samo.

Krytyk literacki, Anna Taracha, klasa VI D


Recenzja bajki: W ogrodzie Sztuki

Bajka pt. "W ogrodzie Sztuki" jest bardzo interesująca, ciekawa i pobudzająca wyobraźnię. Jest to fantastyczna opowieść, której główna bohaterka to Królowa Sztuk. Miała ona siedmioro dzieci, które były bardzo utalentowane. W zamku, w którym mieszkały, w każdej sali panowała inna pora roku. Ulubionymi porami roku były wiosna i lato. Każde dziecko miało jakieś inne zajęcie, np. Taniec hulał w przepięknych salach balowych; Teatr wymyślał różne przedstawienia, często podczas nich gestykulował, uwodził publiczność mimiką, gestem, ruchem oraz rzucał na wszystkich aktorów czar. Natomiast Literatura i Muzyka były pięknymi siostrami, bliźniaczkami, ...itd.
Moim zdaniem jest to ciekawie napisana bajka, która przedstawia niesamowity świat związany ze Sztuką. Jednak opowieść ta staje się jeszcze bardziej interesująca, gdy dobrana jest do niej odpowiednia muzyka oraz ciekawie jest czytana. Wtedy właśnie tworzy to idealny nastrój, co oddaje w pełni treść bajki.

Polecam, krytyk Mateusz Szelągowski, klasa VI E


Recenzja bajki pt.: "W ogrodzie Sztuki"

Wysłuchałem bajki pod tytułem "W ogrodzie Sztuki". Opowiada ona o siedmiorgu "dzieciach Sztuki", którymi byli: Architektura, Muzyka, Taniec, Literatura, Teatr, Malarstwo i Rzeźba. Dzieci najczęściej przebywały w ogrodzie lub komnatach pięknego pałacu, w którym panowała wiosna.
Bajka ta bardzo mi się podobała, ponieważ przeniosła mnie do innego, zaczarowanego świata, który pobudził moją wyobraźnię. Moim zdaniem, największym atutem bajki była muzyka - trafnie dobrana do treści, powolna i nastrojowa.

Krytyk Michał Błaziak kl. VI E


Recenzja bajki o Sztuce

"Dawno, dawno temu..., a może nie tak dawno (...), w pięknym ogrodzie pełnym pachnących kwiatów..." - tak zaczyna się bajka pani Doroty Gał, której premiera odbyła się 10 listopada, w naszej klasie. Ta niezwykła opowieść tłumaczy istnienie Sztuki, jako dobrej matki otoczonej gromadką dzieci: Malarstwa, Literatury, Rzeźby i innych. Na premierę, w czytelni szkoły przy ulicy Czwartaków 11 zeszły się niewiarygodne tłumy. Większość z nich to zagorzali fani tej autorki, którzy stwierdzili, że jej kolejne opowiadanie przebiło wszystkie poprzednie. Trzymamy kciuki za dalszą twórczość.

Recenzowała Marta Kaniuk, klasa VI B


Co słychać w Kulturze? Przeczytajcie tę recenzję!

Ania z Zielonego Wzgórza autorstwa Lucy Maud Montgomery to interesująca opowieść o rudowłosej dziewczynie, Annie Shirley, wychowanej na Wyspie Księcia Edwarda, na Zielonym Wzgórzu. Tylko przypadek sprawił, że trafiła z sierocińca do miejsca, gdzie ofiarowano jej miłość i szczęście. Cała książka byłaby jedynie nudną powieścią obyczajową, gdyby nie to, że bohaterka miała nadzwyczaj bujną wyobraźnię i skłonności do pakowania siebie i innych w kłopoty. Autorka opisała przygody bohaterki kierując się częściowo własnymi przeżyciami. Jest to książka pełna humorystycznych dialogów, komediowych scenek i głębokich przemyśleń nad sensem życia, miłością, zrozumieniem i tolerancją. Lucy Maud Montgomery pisała o tym, że należy uczyć się na własnych błędach, a otwarte i szczere serce zjednuje sobie wszystkich.
Anię poznajemy, gdy miała jedenaście lat, na stacji kolejowej, kiedy to Mateusz Cuthbert przyjechał po adoptowanego chłopca, który miał pomóc na farmie. Lecz zamiast niego ujrzał dziewczynkę - Anię Shirley, która urzekła go swoją romantyczną osobowością. Rodzeństwo Maryla i Mateusz Cuthbertowie od początku pobytu Ani w ich domu na Zielonym Wzgórzu, próbowali nauczyć ją trzeźwego myślenia i dobrych manier, bo choć Ania była otwarta na wiedzę, sprawiała duże kłopoty wychowawcze. Sąsiedzi Cuthbertów nie wyrażali dobrych opinii na temat przygarniętej sieroty, lecz po jakimś czasie wszyscy pokochali Anię za jej naturalność i urok.
Ania miała przeróżne pomysły, które w otoczeniu wywoływały niejednokrotnie zdziwienie, a nawet szok. Jednym z takich zdarzeń było ufarbowanie włosów czarną farbą, a w efekcie Ania otrzymała zielony kolor na swojej głowie. Kiedy zaczęła chodzić do szkoły zyskała wielu przyjaciół, którzy pomagali jej w potrzebie, ale miała tylko jedną przyjaciółkę od serca bratnią duszę, Dianę. Mimo, iż na początku swojego kształcenia, Ania nie uczyła się najlepiej, to w dowód wdzięczności za dobroć, miłość i przygarnięcie jej robiła wszystko, by Maryla i Mateusz byli z niej dumni. W efekcie dostała się do szkoły średniej, gdzie kształciła się na nauczycielkę. Książka kończy się, gdy Anna Shirley kończy szkołę z dyplomem nauczycielki nauczania początkowego, ma prawie 17 lat i jest o wiele bardziej dojrzała i zrównoważona, ale jeszcze bardziej uparta niż na początku opowieści.
Ania z Zielonego Wzgórza - to pierwsza z cyklu książek o Ani, które znane są na całym świecie i czytane są przez miliony ludzi. Ta ciepła opowieść bawi, wzrusza, ale także uczy. Dzieje Ani Shirley zdobyły popularność już w chwili wydania. Do dziś wiele dziewcząt dorasta z tą interesująca książką i jej bohaterką.

Polecam - Recenzent z klasy z VI D



"Bach jak ocean"

Nazwisko jednego z najsłynniejszych kompozytorów baroku oznacza "potok". Beethoven określał go jednak jako "morze", ponieważ uważał, że Bach był bardzo twórczy i pracowity. Obecnie już nie "morzem", ale oceanem nazywa się Bacha. Słusznie, bo skomponował ponad tysiąc znanych utworów, podziwianych przez wszystkich. Dodatkową pochwałą dla Bacha jest fakt, iż Beethoven był bardzo zadufany w sobie i oprócz samego siebie nie doceniał żadne innego kompozytora.

Tomasz Iwaszkiewicz, klasa VI B



Wywiad z Janem Sebastianem Bachem

Redakcja: Dzień dobry. Czy mogę zadać panu kilka pytań dotyczących pańskiego życia i twórczości?
Jan Sebastian Bach: Tak, oczywiście.
Red: Kiedy i gdzie się pan urodził?
JSB: Urodziłem się 21 marca 1685 r. w Eisenach, małym mieście w Turyngii.
Red.: Kim byli pana rodzice?
JSB: Byłem ósmym dzieckiem Johanna Ambrosiusa Bacha, muzyka miejskiego i Marii Elisabeth Lammershirt, córki kuśnierza z Erfurtu.
Red.: Jak pan sobie radził w szkole?
JSB: Byłem raczej dobrym niż wybijającym się uczniem.
Red.: Jak zaczęła się pana przygoda z muzyką?
JSB: Moim pierwszym nauczycielem muzyki był ojciec, a następnie starszy brat Christopher, który był miejskim organistą.
Red.: Na jakich instrumentach umie pan grać?
JSB: Umiem grać na klawesynie, skrzypcach i organach.
Red.: Podobno był pan kantorem w kościele św. Tomasza w Lipsku?
JSB: Tak, ta posada wymagała ode mnie nauczania śpiewu w szkole św. Tomasza oraz cotygodniowego dostarczania muzyki do dwóch głównych kościołów Lipska.
Red.: Czy to prawda, że grał pan na dworze książęcym?
JSB: Tak, w 1708 r. podjąłem pracę jako nadworny organista i koncertmistrz w Weimarze.
Red.: Jak układało się pana życie rodzinne?
JSB: Moją pierwszą żoną była daleka kuzynka Maria Barbara Bach, którą poślubiłem w 1707 r. Maria Barbara zmarła w 1720 r. Mieliśmy siedmioro dzieci. Drugą moją żoną jest Anna Magdalena Wilcke. Mamy trzynaścioro dzieci.
Red.: Czy pana dzieci interesują się muzyką?
JSB: Większość moich dzieci jest uzdolniona muzycznie.
Red.: Na jakie instrumenty komponował pan swoje dzieła?
JSB: Komponowałem je na instrumenty klawiszowe, organy, ale także tworzyłem utwory na orkiestrę, chór i utwory kameralne.
Red.: Jest pan bardzo płodnym kompozytorem. Beethoven, nawiązując do pana nazwiska, które znaczy "potok" nazwał pana morzem, a nawet nazywa się pana "oceanem".
JSB. Owszem, oto moje największe dzieła:
- na orkiestrę: Koncerty Branderburskie, Suita C - dur nr 1, Suita h - moll nr 2, Suita D - dur nr 3,
- na chór: Magnificat D - dur, Oratorium na Boże Narodzenie,
- na instrumenty klawiszowe: zbiór 48 preludiów i fug, Koncert włoski F - dur
- na organy: Toccata i fuga d - moll, która okazała się bardzo popularna i jest często wykonywana na koncertach organowych w kościołach.
Red.: Dziękuję panu serdecznie za interesującą rozmowę.
JSB: Dziękuję, było mi bardzo miło.

Z wielkim kompozytorem rozmawiał red. Michał Błaziak z klasy VI E


Promocja książki
5 października 2006 roku odbyła się promocja książki "Hieronim Łopaciński" - Adriana Uliasza.Odbyła się ona w bibliotece imienia Hieronima Łopacińskiego, w Lublinie.Uliasz napisał książkę o słynnym naukowcu Hieronimie Łopacińskim. Ludzie zeszli się tłumami i słuchali z uwagą. I ja tam byłem i co usłyszałem, w newsie przekazałem.

red. Olgierd Celiński z kl. VI E


 

ARCHIWUM
Publicystyka

 

OPINIA

Moja opinia na temat dyskusji panelowej klasy VI B z VI E, jest negatywna. Jestem uczniem klasy VI E i akurat nie było mnie tego dnia w szkole. Początkowo żałowałem, że nie mogłem brać udziału w dyskusji, lecz po tym, co zobaczyłem na stronce gazetki, zmieniłem zdanie! Moja klasa została zilustrowana w INTERNECIE jako łobuzy, którzy pomagają ściągać. Natomiast VI B została przedstawiona jako szkolny wzór. Wysyłając swą opinię do gazetki cieszę się, że mnie nie było na dyskusji panelowej klasy VI B i VI E na temat "uczciwość".

Odpowiedź Redakcji na OPINIĘ

Sądzimy, że autor "OPINII" nieco przeasdził. Po pierwsze: stwierdził, że cała jego klasa to "łobuzy, ...", a chodziło o kilku chłopców, którzy podczas dyskusji raczej dobrze się bawili i celowo zachowywali się prowokacyjnie - robiąc transparenty reklamujące ściąganie - żeby sprowokować do żarliwszej dyskusji klasę VI B. A po drugie: w podsumowaniu wyraźnie jest mowa, że wszyscy - i VI B i VI E, zgodnie pyznali, że ściaganie jest złe. Chodziło o zabawę, o potyczki słowne, a nawet walkę na argumenty, a przede wszystkim o próbę przeprowadzenia trudnej formy rozmowy, jaką jest "dyskusja panelowa". Za opinię dziękujemy, (choć może czasem lepiej powsztrzymać się od krytyki czegoś, w czym nie brało się udziału?), bo to znaczy, że nasza gazetka jest uważnie czytana.

Wywiad z Panią Katarzyną Kruk z okazji 11 Listopada

Redakcja: Czy mogłaby Pani podzielić się swoją refleksją z Czytelnikami "Szóstego Zmyłu" na temat Dnia 11 Listopada?
Pani Katarzyna Kruk: Owszem. Jest to bardzo ważny dzień dla wszystkich Polaków, ponieważ Polska po 123 latach niewoli, po okresie zaborów, po latach walki, wszelkich starań i wysiłku Polaków, odzyskała wreszcie niepodległość. Jest to znaczący dzień, ważna data, czerwona kartka w kalendarzu.
Red.: Czy słyszała pani o tym, że niektórzy, nawet dorośli ludzie nie wiedzą, co zdarzyło się 11 Listopada? Jak pani myśli, dlaczego tak jest?
P.K.Kruk: Wiem, słyszałam i dziwię się, że są tacy ludzie. Myślę, że tak jest, ponieważ nie uważali na lekcjach historii, kiedy chodzili do szkoły, nie interesowało ich to.
Redakcja: Jak pani obchodziła dzień 11 Listopada?
Pani K. Kruk: Byłam na uroczystościach, które odbywały się na Placu Litewskim. Robię tak co roku nie tylko jako hiostoryk, ale przede wszystkim jako Polka.
Redakcja: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał red. Olgierd Celiński klasa VIe



Wywiad z Panem Tomasz Fijołkiem, nauczycielem historii w SP6

Redakcja: Jak Pan ocenia tegoroczne obchody 11 Listopada w naszej szkole?
Pan Tomasz Fijołek: Jak najbardziej pozytywnie. Uważam, iż uroczystości na których byli obecni uczniowie, wystrój i atmosfera szkoły pozwoliły wam lepiej rozumieć to święto.
Red.: Dlaczego to święto jest tak ważne dla Polaków?
T. F: 11 Listopada 1918 roku Polska odzyskała niepodległość po okresie niewoli, który trwał 123 lata. Był to czas, kiedy dzieci nie mogły ani uczyć się języka polskiego, ani nawet mówić po polsku. Zabroniona była nauka historii Polski, obowiązywały w szkołach języki państw zaborczych. Akcentowanie wszelkich przejawów polskości było zabronione pod karą więzienia a nawet śmierci. Polacy jednak nie poddali się, patrioci walczyli podczas postania listopadowego (1830) i styczniowego (1863). Wielu z nich poniosło śmierć, w imię tego byliśmy my wszyscy mogli dzisiaj żyć w wolnej Polsce. Byście wy, dzieci, mogły swobodnie mówić w języku polskim, nie bać się ani nie wstydzić tego, że jesteście Polakami, lecz wręcz przeciwnie - być z tego dumnym! 11 Listopada obchodzimy święto, które symbolizuje odrodzenie się naszej ojczyzny, kiedy cieszymy się z tego, że możemy żyć w wolnej Polsce, jednocześnie pamiętając o ludziach, którzy oddali swoje życie za naszą wolność... za wolność, bez której nie moglibyście przeczytać nawet tej szkolnej gazetki...
Red.: Są jednak tacy ludzie, którzy nie wiedzą co było 11 Listopada?
T.F.: Wierzę, iż ludzie, którzy nie wiedzą wystarczająco dużo o tym święcie, za pomocą mediów dowiedzą się i będą je obchodzić jak należy.
Red.: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał red. Grzegorz Tchórzewski klasa VI E


Wywiad Weroniki Rusinek z panią Elżbietą Rusinek, nauczycielką SP6

Weronika: Co to jest "Patriotyzm jutra"?
Pani Elżbieta Rusinek: Jest to nazwa programu edukacyjno - wychowawczego ogłoszonego w 2006 r. przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Weronika: Jaki to ma związek z Papieżem?
E.R.: Nauczyciele i Dyrekcja naszej szkoły, w odpowiedzi na pomysł Pana Ministra, opracowali własny, autorski projekt pt. "Jan Paweł II - nauczyciel patriotyzmu".
Weronika: Nie bardzo rozumiem.
E.R.: Papież Jan Paweł II to, niekwestionowany Autorytet moralny, wielki Polak, wzór Patrioty. Przybliżając uczniom Jego sylwetkę, chcemy kształtować w Was patriotyczną postawę. Chcemy, aby takie pojęcia, jak: ojczyzna, naród, państwo i właśnie patriotyzm były dla Was bliskie i zrozumiałe.
Weronika: Słusznie. Są takie dzieci w naszej szkole, które słowa "patriotyzm" nie potrafią poprawnie zapisać. Piszą na przykład "partjotyzm" albo "patryjotyzm". Jak ten projekt będzie przebiegał?
E.R.: Uczniowie naszej szkoły będą uczestniczyć w różnych działaniach, przedsięwzięciach, konkursach, występach związanych z patriotyzmem, z Papieżem. Będziecie mogli przy tej okazji prezentować i rozwijać swoje uzdolnienia pisarskie, recytatorskie, plastyczne, aktorskie, wokalne. Nawet jest taki pomysł, aby zaprosić do współpracy polskie dzieci mieszkające za granicą.
Weronika: Brzmi nieźle! Kiedy to wszystko zdążymy zrobić?
E.R.: Projekt będzie realizowany w tym roku szkolnym, zgodnie z zaplanowanym harmonogramem. Właśnie 15 października, podczas Dnia Papieskiego odbyła się jego inauguracja, czyli uroczyste rozpoczęcie. Potrwa do października 2007. Wtedy to, po ukończeniu wszystkich zadań przewidzianych w projekcie nastąpi jego uroczyste podsumowanie na forum szkoły.
Weronika: Skąd będziemy wiedzieć, w jakim konkursie możemy wziąć udział?
E.R.: Wszystkie dzieci, zarówno uczniowie klas I-III, jak i IV-VI będą pracować pod kierunkiem nauczycieli: katechetów, nauczycieli języka polskiego, historii, przyrody, nauczania zintegrowanego, świetlicy, opiekuna kółka dziennikarskiego, opiekuna zespołu wokalnego, którzy o wszystkim Was poinformują. Oprócz tego trzeba będzie uważnie śledzić plakaty i ogłoszenia na korytarzach.
Weronika: Dziękuję za rozmowę.

Z Mamą, panią Elą Rusinek rozmawiała Weronika Rusinek, z klasy V B


Wywiad z Panią Anna Tchórzowską.
Grzegorz Tchórzewski: Co Pani sądzi o mundurkach w S.P.6?
Pani Anna: Myślę, że dziecko w mundurku wygląda jak prawdziwy uczeń. Rozpoznawany jest na ulicy jako uczeń danej szkoły.
W szkole wygląda zawsze schludnie i porządnie, w domu odpada problem - w co ubrać się do szkoły.
G: Jak Pani myśli - czy mundurki w naszej szkole staną się tradycją, czy też nie?
P.A.: Myślę, że w tej szkole tak, choć "obyczaje ubraniowe" wśród uczniów są różnorodne i ekstrawaganckie.
G: Czy kiedy Pani chodziła do szkoły nosiło się mundurki i co mówili o tym uczniowie?
P.A.: Kiedy chodziłam do szkoły obowiązywał strój szkolny. Dziewczynki nosiły czarne lub granatowe fartuchy z białym kołnierzykiem, a chłopcy czarne lub granatowe bluzy również z kołnierzykiem. W liceach noszono kaszkietówki i mundurki, które odróżniały uczniów jednej szkoły od drugiej. Uczniowie byli dumni ze swojego ubioru.
G: Ja również jestem jak najbardziej za mundurkami.
G: Dziękuję za rozmowę.

Z mamą rozmawiał
red. Grzegorz Tchórzewski kl.VI e


Witamy Wojtka!

O tym, że wszyscy mogą uczyć się w naszej szkole i dobrze się tu czuć, świadczy Wojtek Mazur - nasz młodszy kolega z klasy I B,
której wychowawczynią jest pani Bożenka Maczulska. Wojtek porusza się na wózku i jest trochę nieśmiały, ale bardzo sympatyczny. Czy wiecie, że zdobył medal w zawodach sportowych?! Ma swojego psa labladora Tofika. Bardzo lubi się z nim bawić.Uwielbia czytać
książki o dinozaurach i oglądać telewizję, a zwłaszcza ulubiony serial - "Psie serce". W nowej klasie ma już kolegów, z którymi lubi się spotykać. Nasza szkoła mu się podoba i dobrze się w niej czuje. Jego mama również jest zadowolona z tego, że jej syn chodzi do SP 6.

 

Wywiad przygotowali: Anna Wąsowska i Wojtek Pizior z kl.6E


Wywiad z panią Magdaleną Bolibok, wychowawczynią klasy VI C

Redakcja: Jakie miała pani zdolności w okresie dzieciństwa?
Pani Magdalena Bolibok: Pięknie malowałam i posiadałam duże zdolności językowe.
Red.: Kim chciała pani zostać, gdy była pani mała?
M. B: Najpierw lekarzem, póżniej weterynarzem i w końcu nauczycielem.
Red.: Co urzekło panią w zawodzie nauczyciela?
M. B.: Przede wszystkim praca z dziećmi.
Red.: Czy jest pani zadowolona z wykonywanej pracy?
M. B.: Tak, kiedy dzieci napiszą dobrze sprawdzian, czuję radość i poczucie dobrze spełnionego obowiązku.
Red.: Jaki kraj chciałaby pani zwiedzić?
M. B.: Chciałabym polecieć do Japonii.
Red: Jakie zna pani języki?
M. B.: Znam francuski, rosyjski i angielski.
Red.: Jaka jest pani ulubiona kuchnia?
M. B.: Kuchnia włoska, np. spaghetti.
Red.: Jaki jest pani ulubiony kolor?
M. B.: Moim ulubionym kolorem jest pomarańczowy.
Red.: Pani hobby?
M. B.: Moim hobby jest żeglowanie i czytanie książek.
Red. Dziękujemy za rozmowę

Wywiad przygotowali Marcel i Krzysztof z VI C



Wywiad z panem Januszem Olechem

Redakcja: Kim Pan chciał zostać kiedy był pan w naszym wieku?
Pan Janusz Olech: Chciałem zostać kierowcą dużej ciężarówki, po części to się spełniło, bo prowadzę naukę jazdy.
Red.: Cieszy się pan z wygranej reprezentacji szkolnej?
J. O.: Oczywiście, że tak, chociaż nie zawsze im się udaje, gdyż reprezentacja oparta jest na chłopcach z 5 klas, a ci ustępują w warunkach fizycznych chłopcom klas 6. Ale przegrywać też trzeba umieć i przyjąć przegraną z pokorą.
Red.: Z którą klasą lubi Pan pracować?
J. O.: Z każdą, aczkolwiek chłopcy z 5d są przesympatyczni.
Red. Co uważa Pan za największe osiągniecie sportowe w Polsce?
J. O.: Osiągnięć takich nasi sportowcy mieli wiele: chociażby osiągnięcia reprezentacji (Orłów Górskiego), Adama Małysza i ostatnie osiągnięcia polskich pływaków.
Red.: Jaka jest Pana pasja i rozrywka?
J.O.: Na pasje mam bardzo mało czasu, ale raz w tygodniu gram z kolegami w piłkę nożną.
Red.: Co sprawia Panu radość?
J. O.: Jak moi uczniowie są szczęśliwi i uśmiechnięci.
Red.: Jakiej drużynie Pan kibicuje?
J.O.: Kibicuję już od dawna Barcelonie.
Red.: Jaką ma Pan rodzinę?
J.O.: Mam żonę, która jest nauczycielką w średniej szkole i córkę Dominikę, która zaczęła chodzić do 1 klasy szkoły podstawowej.
Red.: Dziękujemy za rozmowę

Przygotował red. Maciek Mucha z klasy V D


Dnia 17 października dziewczynki z klasy V D przeprowadziły wywiad z panią Ewą Cichorzewską, wychowawczynią tej klasy. Oto on:
Dziewczynki: Czy ma Pani jakieś zainteresowania?
P.Ewa Cichorzewska: Od zawsze lubilam czytać książki.
Dz.: Jakie najbardziej Panią interesują?
P.E.: Lubię czytać biografie oraz książki historyczne.
Dz.: Kiedy była Pani w naszym wieku, co Panią pasjonowało?
P.E.: Chyba to, co wszystkich... np. zbieranie pocztówek. Pamiętam pisałam listy do koleżanki ze Związku Radzieckiego! Tak jak już wcześniej wspomniałam bardzo lubiłam czytać książki.
Dz.: Na pewno lubi Pani rzeczy związane z modą...
P.E.: Tak.W wolnych chwilach, żeby np.odpocząć lubię pochodzić po sklepach!
Dz.: Jakie sa Pani ulubione sklepy?
P.E.:
Te w Lublinie to np. Echo, De facto i Monnari.
Dz.: Dziękujemy za rozmowę.
P.E.: Ja również dziękuję!


Wywiad z panią Anną Kuraś, wychowawczynią klasy VI E.

Redakcja: Kim chciała Pani zostać w naszym wieku?
Pani Anna Kuraś: Chciałam zostać piosenkarką, a potem astronautą.
Red. Dlaczego została pani nauczycielem?
A.K.: Poczułam powołanie do tego zawodu.
Red.: Jaki był Pani ulubiony przedmiot szkolny, gdy jeszcze nie zdecydowała się Pani na studia języka angielskiego?
A.K.:
Moimi ulubionymi przedmiotami były muzyka i plastyka. Nie lubiłam angielskiego. Wolałam uczyć się niemieckiego.
Red.: Ile lat była Pani w Anglii?
A.K.: W Anglii byłam prawie 4 lata.
Red.: Jak trafiła Pani do SP.6?
A.K.: Przypadek. Pewnego roku przyszłam do SP.6 na zastępstwo do świetlicy i tak już zostałam.
Red.: Ile lat pracuje Pani w naszej szkole?
A.K.: To już będzie 6 rok.
Red.: Czy Pani lubi naszą szkołę i co o niej myśli?
A.K.: Lubię i uważam, że nasza szkoła ma wysoką rangę w Polsce. Jestem dumna, że tu mogę pracować.
Red.: Czy Pani jest "za" czy "przeciw" mundurkom dla uczniów?
A.K.: Jestem jak najbardziej za mundurkom. Gdy byłam w Anglii widziałam jak uczniowie w szkole są ubrani w mundurki. Naprawdę świetnie to wygląda.
Red.: Co Pani robi w wolnym czasie?
A.K.: Jeżeli mam wolny czas, to jeżdżę na rowerze.
Red.: Co Pani uważa w życiu za najważniejsze?
A.K.: Pracowałam w Londynie dla bardzo starych, bogatych ludzi. Pan powiedział, że w życiu szło mu o „pieniądze”, a nie miał szczęścia do miłości. Uważam, że miłość jest najważniejsza.
Red.: Dziękujemy za rozmowę.


Wywiad miesiąca z Panią Dyrektor dotyczący ujednolicenia strojów szkolnych.


Redakcja: Skąd wzięła się decyzja w sprawie mundurków szkolnych ?
Pani Dyrektor Danuta Bartłomiejczyk - Nowakowska: Pomysł ujednolicenia strojów pojawił się wraz z potrzebą zapanowania nad nadmierną swobodą w zakresie kolorystyki i fasonów ubiorów uczniów, niekoniecznie odpowiednich w szkole. Decyzję w tej sprawie poprzedziły konsultacje ze wszystkimi rodzicami. Przygotowaniami i realizacją zajęła się Rada Rodziców. To ona, w sposób demokratyczny zaproponowała rozwiązania, aby bezwzględnie ograniczyć kolorystykę. Rodzice przygotowali także oferty, które wszyscy mogliśmy oglądać i wybrać z zestawu.
Red.: Co Pani myśli o mundurkach?
P.Dyr.: Przede wszystkim nie nazwałabym tego "mundurkami", lecz jednolitym strojem - chodzi o ewentualne skojarzenia z uniformem np. chińskim. Jestem przekonana, iż stosowny jednolity strój, oprócz walorów estetycznych, jest sposobem na integrację społeczności uczniów i identyfikacji ze szkołą, w której odbywa się nauka. Odpowiedni do okoliczności ubiór był i będzie wyznacznikiem kultury osobistej człowieka, nawet nastoletniego. Poza tym, nasze "szóstkowe" ubranka podkreślają urodę i młodzieńczość dziewczynek i chłopców.
Red: Czy decyzja o ubiorach w szkolnych barwach nie okaże się chwilową modą ?
P.Dyr.: To nie jest moda, choć istotnie "kolekcja" jest na czasie. Z uwagi na zapisy w Statucie Szkoły będziemy dążyć, by nasz wizerunek wpisywał się w Misję Szkoły. Jak powiedziałam: takt i kultura osobista wyraża się także w tym czy wyglądamy skromnie i schludnie. Szkoła, z taką jak nasza tradycją, jest zobowiązana wobec tych, którzy tworzyli jej historię, do podtrzymywania "marki". Najważniejsze jest zatem, by to co w głowach i w sercach korespondowało z szacunkiem dla ludzi i miejsca, w którym się znajdujemy. "Szóstka" wiele lat w przeszłości miała swój pomysł na klasykę mody uczniowskiej. A jak wiemy - klasyka jest zawsze aktualna.
Red: Jak by Pani przekonała uczniów naszej szkoły o tym, że to dobry pomysł?
P.Dyr.: Patrząc na wielu uczniów dostrzegam, że część z nich z wyjątkowym wdziękiem nosi stroje w tonacji szkolnej. Niektórzy z was są wręcz wzorami elegancji. Zatem najlepszą zachętą jest dobry przykład. Jeśli do tego dodamy to, do czego zobowiązuje nas tradycja naszej szkoły, to możemy mieć nadzieję, że z dumą będziemy podtrzymywać wizerunek szkoły przy ul. Czwartaków.
Red: Jak by Pani przekonała Rodziców, którzy są przeciwko szkolnym mundurkom?
P.Dyr.: Pragnę mieć zaufanie przede wszystkimi do uczniów. Rodzice wprawdzie mają głos decydujący, ale podszepty dzieci mogą zmienić ich przekonania. Rodzice, którzy w otoczeniu swoich pociech widzą ich radosnych rówieśników, mądrych w działaniach, lansujących wysoką kulturę osobistą, też zapragną, aby ich dzieci były wzorem. Mamy wiele doświadczeń, kiedy dziecięce prośby i obowiązkowość stawały się inspiracją dobrych myśli dorosłych.

Rozmawiali: red. Damian Sieńko i red. Adam Gorczyński.

A co Wy, Drodzy Czytelnicy "Szóstego Zmysłu" myślicie o strojach w szkolnych barwach? Zachęcamy do dyskusji. Piszcie do nas! Najciekawsze wypowiedzi zamieścimy w dziale "Listy od czytelników".


Nowe stroje w szkole
Wywiad Małgosi Lüubek z klasy V B z jej mamą, panią Ulesławą Lübek

Małgosia: Co Pani myśli o mundurkach w szkole?
Pani Ula: Myślę, a nawet jestem pewna, że Szkoła Podstawowa nr 6 w Lublinie jest wyjątkowa. Należy do najlepszych szkół w Polsce i każdy uczeń powinien być dumny, że chodzi do "Szóstki".
Małgosia: Ale nie wszyscy chcą chodzić w mundurkach.
Pani Ula: I to mnie dziwi. Po pierwsze, bez trudu wszyscy będą was rozpoznawać. Po drugie, rano nie trzeba się zastanawiać, w co się ubrać. Myślę, że uczeń powinien wyglądać jak uczeń, dlatego cieszę się, że zostały wprowadzone obowiązkowe szkolne kolory i zakaz przychodzenia w strojach dyskotekowych. Nie ma zresztą żadnych mundurków.
Małgosia: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Małgosia Lübek z klasy V B


ARCHIWUM
Sport

II PUCHAR EUROPYW KARATE TRADYCYJNYM
EVENTUS 2006

Finał Pucharu Europy w Karate Tradycyjnym EVENTUS 2006 w Lublinie szczęśliwy dla Polaków. Marta Niewczas i Daniel Iwanek na najwyższym podium. Wielkie święto karate w "Globusie". Polscy karatecy potwierdzili swój prym na starym kontynencie. Podczas II edycji Pucharu Europy w Karate Tradycyjnym EVENTUS 2006, jaki rozegrano w Lublinie, wśród kobiet zwyciężyła Marta Niewczas. Nasza reprezentantka w finałowym pojedynku pokonała Virę Kucherenco z Ukrainy. Bój o 3 miejsce z Kristiną Kaceviciute z Litwy wygrała również Barbara Marciniak(Polska). Wśród mężczyzn rywalizację wygrał Daniel Iwanek (Polska) pokonując w finale reprezentacyjnego kolegę Łukasza Radwańskiego. Trzecie miejsce zdobył natomiast Litwin Rytis Bublevicius po zwycięstwie nad Vladymirem Puchą z Ukrainy. Wielką galę karate, w nowoczesnej oddanej przed miesiącem sportowej hali "Globus" w Lublinie, poprzedziło międzynarodowe seminarium, które prowadził sensei Hidetaka Nishiyama - prezydent Międzynarodowej Federacji Karate Tradycyjnego oraz Włodzimierz Kwieciński - prezes Polskiego Związku Karate Tradycyjnego. A uczestniczyli w nim karatecy z różnych stron świata i niemal z całej Europy, między innymi z Francji, Macedonii, Rosji, Mołdawii, Ukrainy, Litwy. Te wspólne treningi 2 grudnia br. zakończyły się zawodami o Puchar Europy w Karate Tradycyjnym EVENTUS 2006, do których kierownictwo ITKF i ETKF zakwalifikowała 5 najlepszych zawodniczek i 8 zawodników na starym kontynencie w 2006 roku.
Po zakończeniu wielkiej gali karate w Lublinie, którą obejrzało ponad 3 tys. widzów, prezydent Europejskiej Federacji Karate Tradycyjnego Wladmir Jorga zwierzył się, iż nie miał wątpliwości, że te prestiżowe zawody otrzymają wyjątkowa oprawę. - Polski Związek Karate Tradycyjnego przykłada wyjątkową wagę do tego, by każde zawody miały profesjonalną organizację. W Lublinie był już kilkakrotnie i nie miał wątpliwości, że miejscowi działacze zadbają o taki profesjonalizm. "Zauroczony jestem z jednej strony umiejętnościami zawodników, z drugiej zaś wyjątkową troską o oprawę rywalizacji. Jestem pod wrażeniem tego, że w tej super nowoczesnej hali walki karate obejrzało kilka tysięcy sympatyków karate tradycyjnego" - mówił prof. Władmir Jorga.
Pochwał nie szczędził także Hidetaka Nishiyama, prezydent ITKF. "Do Polski zawsze przyjeżdżam z wielką ochotą. Czuję się tu niemal, jak w domu. Jestem zbudowany tym, że prezes Polskiego Związku Karate Tradycyjnego Włodzimierz Kwieciński oraz wspierający go ludzie z tak wielką mocą rozwijają karate tradycyjne w Polsce, a także i w Europie" - powiedział Hidetaka Nishiyama prezydent ITKF.
W liście skierowanym do organizatorów i uczestników Pucharu Europy w Karate Tradycyjnym EVENTUS 2006 przesłanym na ręce Włodzimierza Kwiecińskiego- prezesa PZKT, ambasador Japonii Ryuichi Tanabe napisał między innymi: "Serdecznie dziękuję za zaproszenie na II Puchar Europy w Karate Tradycyjnym. Nie mogę być dzisiaj z Państwem, ale mam nadzieję, że już w niedalekiej przyszłości będę mógł być obecny podczas wydarzeń sportowych organizowanych przez Polski Związek Karate Tradycyjnego, który tak wiele łączy z moim krajem (...). Pragnę pogratulować rozgrywanych dzisiaj w lubelskiej hali sportowej II Pucharu Europy w Karate Tradycyjnym. Wierzę, że olbrzymią rolę w upowszechnianiu japońskich sztuk walki oraz kultury nadal będzie odgrywał Polski Związek Karate Tradycyjnego, który w 2003 otrzymał roku od rządu Japonii dotację na budowę dojo w miejscowości Stara Wieś, gdzie jak wiem trwają już prace konstrukcyjne. Relacje między Japonią i Polską nieustannie zacieśniają się. Jednak ze względu na dzielącą nasze kraje odległość, uważam, że musimy dbać o to, by pogłębiać wzajemne zrozumienie między naszymi narodami. Właśnie dlatego, tak ważny jest rozgrywany w Lublinie II Puchar Europy w Karate Tradycyjnym. Życzę Polskiemu Związkowi Karate Tradycyjnego pomyślnego rozwoju i sukcesów".
Życzenia ambasadora Japonii w Polsce - Ryuichi Tanabe spełniły się. Zdobywca Pucharu Europy Daniel Iwanek po zakończonej walce nie krył wzruszenia i wyznał: "To jest dla mnie wielki dzień. W tym roku borykałem się z wieloma kontuzjami. Niewielu dawało mi szans na powrót do reprezentacji i udział w tak prestiżowych zawodach. Jestem wdzięczny więc, selekcjonerowi polskiej reprezentacji Włodzimierzowi Kwiecińskiemu - prezesowi PZKT, który postawił na mnie. Cieszę się, że tę szansę wykorzystałem i nikogo nie zwiodłem. Chcę też podkreślić, że wszystkie moje sukcesy to także zasługa mojego trenera Andrzeja Maciejewskiego. To pod jego opieką od najmłodszych lat uprawiam tę sztukę walki".
Zdobywczyni Pucharu Świata z 2005 roku oraz tegoroczna Mistrzyni Świata, Europy i Polski oraz zdobywczyni Pucharu Europy, Marta Niewczas powiedziała natomiast: "To był najlepszy rok w mojej karierze sportowej. Wywalczyłam wszystko, co było do zdobycia. Wprawdzie w II edycji Pucharu Europy w Lublinie nie stoczyłam porywających walk, to to zwycięstwo cenię sobie wyjątkowo. Zamyka bowiem zwycięską klamrą mijający sezon" - powiedziała Marta Niewczas.
Zdobywczyni Pucharu Europy w tym, roku oprócz sukcesów sportowych odniosła także zwycięstwo w wyborach samorządowych do Rady Miasta Rzeszowa. Głosowało na nią ponad 2,5 tys. wyborców. Została też wiceprzewodniczącą w rzeszowskiej Radzie Miasta.
Selekcjoner polskiej reprezentacji Włodzimierz Kwieciński podsumowując wielką galę w Lubelskiej Hali Sportowej Globus stwierdził natomiast: "Jestem dumny z tego, że w tak ważnych wydarzeniach jak Puchar Europy w Karate Tradycyjnym jest z nami Hidetaka Nishiyama - prezydent Międzynarodowej Federacji Karate Tradycyjnego, którego wizję karate przenosimy na polski i europejski grunt. Cieszę się także, że prezydent ITKF Hidetaka Nishiyama jak i prezydent ETKF Wladymir Jorga wystawili nam najwyższe noty za organizację zawodów. Wysoko także ocenili poziom przygotowania polskiej reprezentacji" - mówił Włodzimierz Kwieciński. Prezydent ITKF podkreślał także, iż zarówno PZKT jak też lubelscy działacze doskonale przygotowali wielkie święto karate, jakim był II Puchar Europy w Karate Tradycyjnym EVENTUS 2006.

Wyniki końcowe II Pucharu Europy w Karate Tradycyjnym EVENTUS 2006,

SOBOTA, 2 GRUDNIA 2006, LUBLIN.
KOBIETY: 1. MARTA NIEWCZAS - POLSKA 2. VERA KUCHERENKO - UKRAINA 3. BARBARA MARCINIAK - POLSKA 4. KRISTINA KACEVICIUTE - LITWA 5. LILIA TINTILA - MOŁDAWIA
MĘŻCZYŹNI: 1. DANIEL IWANEK - POLSKA 2. ŁUKASZ RADWAŃSKI - POLSKA 3. RYTIS BUBLEVICIUS - LITWA 4. VLADIMIR PUCHA - UKRAINA 5. EGOR ISAYCHIKOV - ROSJA 6. TOUFIK SAOUD - FRANCJA 7. EDUARD POPESCU - MOŁDAWIA 8. DEJAN NEDEV - MACEDONIA

Sprawozdanie z II PUCHARU EUROPY W KARATE TRADYCYJNYM EVENTUS 2006 przygotował Mateusz Szelągowski klasa VI e


WIELKA PRZEGRANA

Niestety POLACY przegrali z BRAZYLIĄ trzy sety, więc wygrana Brazylijczyków była oczywista. Choć POLACY bardzo się starali, Brazylia była silniejsza. Pwinniśmy się jednak cieszyć, że POLSKA zajęła drugie miejsce i zdobyła srebrny medal. Polska reprezentacja zaszła daleko, zagrała z najlepszymi. Dzięki temu, ma szanse na wygraną w następnych mistrzostwach. Wicemistrzostwo dodało polskim siatkarzom otuchy i wiary w siebie. Zagrają z Brazylią w następnych mistrzostwach. POLSCE na pewno powiedzie, będziemy trzymac kciuki.

red. Aleksandra Celińska kl. IV d


Don Leo - generał armii biało-czerwonych

''W górę serca!'' - mogą myśleć polscy kibice, patrząc na ten gest Leo Beenhakkera. Gdy Holender obejmował reprezentację Polski, odezwało się sporo głosów krytyki. Wzmogły się po przegranym meczu z Finlandią i remisie z Serbią. Jednak Don Leo - jak nazywano go, gdy z sukcesami prowadził Real Madryt - gruntownie zmienił polską reprezentację, która pomyślnie zmierza ku finałom Euro 2008

Michał Czaja VI D



POLSKA MIAŁA PRZEGRAĆ!!!!
Przed meczem wszyscy znawcy mówili, że Polska NIE MA szans na wygranie z Portugalią - czwartą drużyną na ŚWIECIE!!! A jednak Polska wygrała 2:1. Dwie bramki strzelił Euzebiusz Smolarek. Kiedy Polska grała po raz pierwszy z Portugalią, wygrali 1:0 i pierwszą bramke strzelił ojciec Smolarka. To znak, że historia lubi sie powtarzać i wszystko idzie w dobrym kierunku!!!

red. Małgorzata Bochyńska kl. VI D


Pierwszy mecz
Moim zdaniem, nasza polska reprezentacja powina grać więcej podaniami i celniej podawać do siebie. Wtedy inny, lepszy byłby los naszych zawodników. W przyszłym sezonie zagramy o wiele lepiej.

Relacjonował red. Paweł Mitura z kl. VI C


Wielka Sesacja !!!
Real Madryt pokonał Fc Barcelone 2:0. Mecz odbył się 22.10.1006. Bramki dla Realu strzelił Raul i Ruud Van Nistelrooy. W tym meczu Ronaldinho i spółka, byli bezradni.

Relacjonował red. Wojtek Pizior z kl. VI E


Szkolna Reprezentacja

TERMINARZ MECZÓW

SP.3 - SP.6 2:2
SP.52 - SP.6 3:2
SP.6 - SP.52 3:5

To były pierwsze mecze w tym roku szkolnym. Najlepszy bramkarz reprezentacji Jakub Baran z 5c. Najlepszy snajper to Przemysław Gorgol z 5d.Bardzo dobry technik to Marcin Komorski z 5d. I znakomity trener Janusz Olech, który życzy Redakcji "Szóstego Zmysłu" wielu sukcesów.

ARCHIWUM
PRZYRODA I MY
"Powiało wiosną"
   

KIERMASZ WARZYWNO - OWOCOWY,

CZYLI W ZDROWYM CIELE ZDROWY DUCH!!!

W czwartek 21 lutego 2008 roku, na korytarzu szkolnym odbył się kiermasz warzywno-owocowy organizowany przez klasę V A. Celem kiermaszu była promocja zdrowego stylu odżywiania, bo "czy to w zimie, czy po zimie witaminy ważne są"! Kupującym najbardziej spodobały się i smakowały "ziemniaczki w mundurkach" podawane z majonezem lub keczupem, chrupiące marchewki, szaszłyczki warzywno-owocowe oraz na słodko "małe, co nieco", czyli szarlotka. Wśród degustatorów byli zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Uzbierane pieniądze nasza klasa przeznaczy na zakup roślin do szkolnego ogródka. A że wiosna tuż, tuż o sadzonkach myśleć trzeba. Kiermaszowi towarzyszyła także sprzedaż kartek pocztowych, będących dziełem niepełnosprawnych dzieci. Pieniądze ze sprzedaży kartek przeznaczymy na cele charytatywne. Myślę, że za rok, a może już niedługo znów zaskoczymy Was naszymi pomysłami.

Weronika Wiadrowska, klasa V A


"ZIMA WOKÓŁ NAS, ALE NIE W NAS. MY SIĘ ZIMIE NIE DAMY, BO GORĄCE SERCA MAMY"

Szkoła i trawniki wokół niej przypruszone lekko śniegiem. Zima.
Szaro, smutno i zimno. Jednak można o tej porze roku ogrzać się
dzięki gorącym sercom, które w nas biją. Zima to czas Bożego
Narodzenia, a więc śpiewania kolęd, składania sobie życzeń,
spotkań wigilijnych, rodzinnych przy opłatku, mikołajowych i
gwiadkowych prezentów.

Zimą gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i pełno wszędzie czerwonych serduszek.
W zimie obchodzimy Dzień Babci i Dziadka oraz Walentynki, więc znowu pełno serduszek.
Zima to karnawał i czas choinkowych bali, a wtedy jest
baaardzo gorąco. I oby tak do wiosny!!!


Z okazji Świąt Narodzenia Bożego
wszystkiego najlepszego nauczycielom naszej szkoły,
uczniom i ich rodzicom
dziennikarze "Szóstego Zmysłu" życzą.


Ludzie !!! Idzie Zima !!!

Po Jesieni czas na ... brrr !!! ...Zimę.
Co to dla nas, "SzóstoZmyślarzy" oznacza?
Oczywiście nowe tematy, godne naszych redaktorskich piór.
I kolejny, zimowy, świąteczny, 9 numer drukowanej gazetki.
O czym możecie pisać? O rany !!! Ile tematów !!!

 

"Przyroda i my", czyli nowy projekt edukacyjny
"Uczymy się i kształtujemy tożsamość krajobrazu z Janem Pawłem II

Drodzy Czytelnicy "Szóstego Zmysłu"! Jeśli wśród Was jest jeszcze ktoś, kto nie wie, co oznaczają te wszystkie zmiany wokół szkoły: nowa kostka brukowa, wielki klomb na trawniku, mnóstwo zielonych krzaczków i drzewek, zielone boiska itd., to śpieszymy wyjaśnić, że … W naszej szkole rozpoczął się nowy projekt edukacyjny, "Uczymy się i kształtujemy tożsamość krajobrazu z Janem Pawłem II. Jest to jakby kontynuacja działań z tamtego roku, ale tym razem, miłość do ojczyzny, będziemy próbowali ukazać poprzez przykłady dbałości o przyrodę. A zaczniemy oczywiście od przyrody najbliższego otoczenia, czyli przyrody wokół szkoły.
Najpierw pokażemy, że umiemy zaprojektować szkolny ogród. Zaważyliście z pewnością, jakie piękne projekty wykonują dzieciaki z klas piątych. Niektóre makiety były już prezentowane na wystawie w bibliotece. Pomysły dzieci są bardzo ciekawe i urozmaicone. Dwaj uczniowie z klasy V C wpadli nawet na pomysł, aby wybudować pod naszą szkołą garaż, a w tym miejscu, gdzie teraz jest parking zrobić plac zabaw. A zauważyliście także inne modernizacje wokół szkoły, takie jak np. wielki skalniak i głaz z napisem: DZIEDZICTWO PRZEJĄć POMNOŻYć PRZEKAZAć. Są to słowa naszego Papieża, który powiedział, że wszystko, co stworzył Bóg zasługuje na szacunek człowieka, a jak wszystko, to także przyroda. Pokażemy, że umiemy dbać i pielęgnować szkolny ogród, zasadzimy sosenki i inne drzewka, uzbieramy na nie "złotóweczki" na szkolnych kiermaszach.
Zachęcamy więc do projektowania, działania, udziału w konkursach i do pisania o tym w szkolnej gazetce!!!

Redaktorzy: P.M.G.K. (w gorącej wodzie COMPANY)


Debata na temat tożsamości narodowej

W piątek, 9 listopada, (na 2 dni przed 11 listopada, czyli bardzo ważnym świętem narodowym), o godzinie 9.45, w stołówce szkolnej odbyła się debata dotycząca tożsamości narodowej. Zebrali się tam delegaci klas V i VI wraz z wychowawcami oraz Dyrekcja i nauczyciele.
Na początku głos zabrała pani Bożena Siwiec, która przedstawiła harmonogram dyskusji, a następnie zaczęłą debatę pytaniem: "Co znaczy dla nas tożsamość oraz tożsamość narodowa"? Najpierw uczestnicy wahali się zabierać głos, ale z każdym następnym pytaniem "rozkręcali się" i zgłaszali coraz chętniej.
Jako pierwsza swe wypracowanie na temat tożsamości narodowej na przykładzie "Marcina Kozery" Marii Dąbrowskiej przeczytała Asia Majsak. Po czym pani Siwiec zacytowała fragment jej wypracowania i zadała kilka pytań związanych z tekstem. Póżniej wystąpił Tymek Pień z klasy VI B. Przeczytał swoje obszerne wypracowanie. Podczas czytania każdy słuchał uważnie. Swój tekst zaprezentował także Wojtek Gorczyński z klasy VI C. Jego ciekawa praca zainteresowała każdego, po czym Pani Siwiec zadawała pytania, a odpowiedź na nie znajdowała się w usłyszanym wypracowaniu. Marysia Kalicka z klasy V B także przedstawiła swój materiał w formie powiadania. Napisała ona, że w trakcie wakacyjnej przygody w Chorwacji nie mogła się doczekać, kiedy wróci do Polski. Następnie swoją pracę przedstawiła przy mównicy Pamela Kępa z klasy VI D. Jej wypracowanie o Marcinie Kozerze również bardzo zaciekawiło słuchaczy. Dzwonek przerwał debatę, ale Prowadząca oświadczyła, że dokończenie odbędzie się po przerwie. Gdy wróciliśmy do stołówki, niektórzy debatujący mieli jeszcze coś do powiedzenia.
Następnie powstała p. Dyr. D. Nowakowska - Bartłomiejczyk i zaprosiła nas na część artytstyczną. Dzieci z klas I-VI wraz z panią Dyrektor przygotowały przedstawienie o patriotyzmie. Głównym bohaterem tego przedstawienia był dumny polski orzeł szybujący nad zniszczoną Warszawą. Pojawiły się też fragmenty wierszy Papieża Polaka - Jana Pawła II. Zaśpiewał chór szkolny pod przewodnictwem p. Matwiejuk i p. Grzeszczyk. Pan Włodzisław Tybiszewski i p. Andrzej Radziejewski filmowali i robili zdjęcia.
Na koniec jeszcze raz głos zabrała P. Dyrektor, żeby podziękować p. Bożenie Siwiec za zorganizowanie debaty. Później p. Jolanta Dobrowolska przeczytała broszurę nowego projektu szkolnego pt. "Uczymy się i kształtujemy tożsamość krajobrazu z Janem Pawłem II". Wszyscy organizatorzy, jak również uczestnicy przedstawienia, chór szkolny oraz cała Dyrekcja otrzymali siarczyste brawa od uczestników debaty, co świadczyło o tym ,że wszystkim bardzo się ona podobała. Na koniec rozeszliśmy się na krótkie piętnasto - minutowe lekcje.
Red. Antek Kotowski, klasa VI D


W dniach 7 - 8 listopada br., odbył się w naszej szkole kolejny kiermasz jesiennych owoców. Przygotowałą go klasa VA. Należy im się pochwała za wspaniałą organizację: kolorowy plakat oznajmiał o kiermaszu, stolik ptrzykryty obrusem, owoce w pięknym, wielkim, wiklinowym koszu, obsługa przesympatyczna. Czy owoce szybko się sprzedawały? Hmmm ....? "Jedzcie jabłka chłopaki i dziewczyny, bo to same witaminy!!!"

 

Jesień w szkole i wokół nas

Czy zauważyliście, że w sali nr 40 pojawiły się piękne jesienne kompozycje?

Jesień otuliła swym barwnym płaszczem suchych, szeleszczących liści, ale takze jeszcze zielonych, naszą szkołę.
A w górach nie ma już nikogo, ponieważ po wakacjach wrócilismy do szkolnych ławek. Króluje tu tylko Pani Jesien i ...cisza.

 


Owocowa zabawa

We środę, 17 października 2007 r., odbył się w naszej szkole "Jesienny kiermasz owoców".
Uczniowie z VI A sprzedawali jabłka, winogrona, śliwki i gruszki. Hitem naszej "owocowej zabawy" były "Ciasta Milenki".
Dochód z kiermaszu zostanie przeznaczony na akcję "Złotóweczka na Sosenkę".

Doma z VI D


UWAGA !!! UWAGA !!!

Wielki Konkurs Fotograficzny !!!
Ogłaszamy konkurs na zdjęcie Twojego zwierzaka.
Szanowni Czytelnicy !!!
Wiecie zapewne, że w naszej szkole rozpoczął się nowy program edukacyjny, który ma wiele wspólnego z przyrodą
(o szczegóły pytajcie wychowawców!).
A jak PRZYRODA, to miłość do krajobrazu, do roślin i do zwierząt.
Tak, tak, do zwierząt!
4 października br. obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Zwierząt, którego patronem jest św. Franciszek z Asyżu.
Był to taki święty, który bardzo kochał zwierzęta.
Nazywał ich "braćmi mniejszymi" i powiedział, że "nasz stosunek do zwierząt jest miarą naszego człowieczeństwa".
Dlatego dbajmy o przyrodę wokół nas, dbajmy i kochajmy zwierzęta, zarówno własne, jak i te bezdomne.
A na razie to o nich napiszcie.
Piszcie o swoich milusińskich, przysyłajcie ich zdjęcia.
Najciekawsze, najsłodsze psie, kocie i inne mordki umieszczamy tu na tej stronie

Przypominamy adres dla piszących teksty: dorotagal@wp.pl
Zdjęcia natomiast przysyłajcie na adres elkuble@poczta.onet.pl

Kotek

A oto zdjęcie kotki naszej redakcyjnej koleżanki.


Apel!!!!

Pies to najlepszy przyjaciel człowieka, który się bardzo
przywiązuje do właściciela. Więc jak decydujemy się na kupienie
psa to bierzemy na siebie obowiązek opiekowania się nim do końca
jego życia. Trzymajmy go w godnych warunkach, a jeżeli takich nie
posiadamy to nie kupujmy psa, ponieważ od niepamiętnych czasów
pies był i jest najlepszym przyjacielem człowieka!!!

Ola Celińska 5d

Nadesłane zdjęcia zwierzaków
 
1. Dagmara Kasperek VIa - Mój pies
Piesek

2. Paulina Barbucha III b - Moje żuczki

Nazywam sie Paulina. W domu mam terarium z żuczkami, mam ich kilka gatunków. Każdy ma inny kolor i określone wzory na grzbiecie. Jedzą owoce: banany ,jabłka. Ostatnio wykluł mi się z jajeczka jeden żuczek ma kolor żółty i jest to gatunek pachnoda marginata .Bardzo się cieszę z tego powodu :)
Pozdrawiam

Żuczki
Żuczki

3. Maciej Mucha VId - żółw

Moim zwierzakiem jest żółw. Wabi się Franklin. Jest bardzo energiczny oraz sympatyczny. Lubi jak ktoś się z nim bawi. Ma długą, zmarszczoną szyję i małe jasne oczy. Jego pancerz jest twardy o kolorze brązowo-zielonym. Franklin ma długie ostre pazury, oraz jest bardzo wolny. Lubi ciepło więc często przesiaduje pod lampą, która grzeje go w skorupę. Jada zazwyczaj zamrożone glizdy i roślinności. Franklin wymaga dużej opieki oraz higieny. Jest on gadem wodno-lądowym. Jestem do niego przyzwyczajony i bardzo go lubię.

Franklin

4. Julia Borys 5b- Moj kotek
Kocurek

5. Dominika Sztajner klasa VI A (Domiś)- "Mój psiak"

Mój pies nazywa się Duduś. Prawda, że ślicznie. Jest to York miniaturka. Ma półtora roku, czarno-szaro-złote włosy oraz orzechowe oczy. Jest rozkosznym i bardzo kochanym stworzeniem. To typowy pies kanapowy. Uwielbia przez wiele godzin leżeć przytulony na kanapie. Najchętniej przytula się do mnie. Bardzo lubi też wszelkie zabawy z kolorowym sznurkiem, który próbuje szarpać swoimi jak igiełka ząbkami. Ma piłeczkę, którą trzeba mu rzucać w różne kierunki, a on z wielkim poświęceniem próbuje złapać. Następnie przynosi ją gotowy szukać i łapać piłkę kolejny raz. Do ulubionych zabawek Dudusia należy również gumowy, poobgryzany już dinozaur. Często biegam z moim psem po łąkach i lasach. Duduś uwielbia zapach skoszonej trawy, w którą może się głęboko zanurzyć.

Niestety Duduś to wybredne stworzenie. Jest popularnym niejadkiem. Muszę się dobrze postarać, żeby zjadł przygotowany posiłek.

Bardzo kocham mojego pieska..


6. Aleksander Kawa klasa VI D- "Mój kot"

Uwielbiam mojego kota,nazywa się Ramzes.

Robię mu często zdjęcia bo przyjmuje śmieszne pozycje, które mnie bawią.

Mam wiele radości z zabawy, z nim.


7. Monika Sieczka, kl. VI a "Mój królik"
Oto mój króliczek - Kicuś. Aktualnie ma 10 miesięcy, ale zdjęcie pochodzi z czasów, kiedy miał zaledwie dwa. Kicuś ma puszyste białe futro w czarne łaty. Lubi jeść trawę i zieleninkę rosnącą wśród traw, marchew, jabłka, buraki, liście sałaty, itp., lecz nie gardzi też karmą wzbogaconą o podstawowe składniki pokarmowe i witaminy. Kicuś uwielbia przebywać na dworze, ale aby okiełznać go na swobodzie muszę zakładać mu smycz. Ma ich już niezłą kolekcję, bo - jak przystało na gryzonia - każdą kolejną po prostu przegryza. Uwielbia gryźć także przewody telefoniczne, czego żaden z domowników nie lubi, a w szczególności tata, bo musi zawsze naprawiać szkody wyrządzone przez moje zwierzątko. Kocham mojego ulubieńca. Mogę go nazwać prawdziwym przyjacielem, gdyż w każdej sytuacji - choć bez słów - potrafi mnie pocieszyć. Monika Sieczka, kl. VI "a"

8. Antek Kotowski, 6d - Maltańczyk

Oto mój piesio, biały Maltańczyk. Jest to jedna z najstarszych
ras na świecie wywodząca się prawdopodobnie z Egiptu. Uwielbia
bawić się piłeczką tenisową. Gryzie wszystko co zobaczy. To
jeszcze szczeniak. Jest taki słodki ...

Red. Antoni
Kotowski, klasa VI D


9. Michał Cybulski, 6d - ukochany piesio Beksa

Co się dzieje?
Zielone zmiany wokół szkoły

3 września, kiedy przyszliśmy na rozpoczęcie nowego roku szkolnego, pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, była świeżo ułożona kostka brukowa wokół szkoły. "Co się dzieje?" - pomyślałam, kiedy przed szkołą ujrzałam nowe klomby. Wprawdzie ulewne, wrześniowe deszcze podtopiły niektóre roślinki, ale panie woźne dosypały wszędzie ziemi, słońce wszystko osuszyło i jest ładnie.

Kolejną zmianą, jaką zauważyłam, było boisko "świetlicowe", zielone, pokryte trawką. Mało tego! Jak się później dowiedziałam, taka zielona murawa ma pokrywać również duże boisko za szkołą, na którym chłopaki najczęściej grają w "nogę". Narazie zlikwidowano asfaltową nawierzchnię i starsze klasy rozsypują, grabią i wyrównują ziemię, na której będzie posiana trawa.

Na dawnym trawniku wśród drzew, przybył ogromny klomb w kształcie ziarnka fasoli, a w jego zagłębieniu niezmordowany, dzielny pan Rysio ułożył wraz ze swymi pomocnikami kostkę z bruku, no i położono tu wielgachny kamień. Podobno będzie tu pomnik Traugutta.

To jeszcze nie koniec zmian. Tym razem nie zielonych. Otóż zauważyłam świeżo pomalowany biało - czerwony maszt przed szkołą.
A na koniec, już w szkole na korytarzu I piętra Samorząd Uczniowski rozwiesił zielone plakaty informujące o kampanii "Zielona szkoła". Zbierają fundusze na roślinki organizując np. kiermasz zeszytów.
Trzeba przyznać, wokół szkoły robi się pięknie, czysto i zielono!

red. Pamela Kępa, klasa VI D


 
SZÓSTY ZMYSŁ - Gazetka Szkolna
Szkoła Podstawowa nr 6 w Lublinie
Zespół graficzno-komputerowy: pani Dorota Gał, pani Elżbieta Krzowska